Od 7. minuty potyczki z JUW-e Jaroszowice gospodarze prowadzili. Zasługa to świetnego wyjścia spod pressingu, umiejętnego zejścia Szymona Laszczaka z lewego skrzydła, a następnie równie dobrego uderzenia pomocnika, po którym piłka po odbiciu się od poprzeczki zatrzepotała w siatce. Wolę odniesienia wygranej wilkowiczanie potwierdzili krótko po powrocie na murawę po przerwie. W 47. minucie Laszczak otrzymał doskonałe podanie od Wiktora Matlaka, by strzałem prawą nogą podwyższyć wynik na 2:0. Wydawało się wówczas, że jakakolwiek krzywda rezerwom z Wilkowic stać się nie może, choć już kwadrans zamykający premierową połowę należał do gości...

Co zatem wydarzyło się, że wilkowicki zespół pozostał bez jakichkolwiek punktów? – Z gry zespół gości nieszczególnie nam zagrażał, ale wiedzieliśmy, że ma w swoim składzie zawodników potrafiących właściwie egzekwować stałe fragmenty. Poza tym część naszej drużyny jeszcze w sobotę wieczorem rozgrywała mecz futsalowy – zauważa Michał Osierda, szkoleniowiec GLKS Nacomi II.

Istotnie przyjezdni swoje walory potwierdzili. W 60. minucie w zamieszaniu po rzucie rożnym drogę do siatki znalazł Gracjan Pytel, co uczyniło rywalizację „stykową”. W 80. minucie ten sam zawodnik JUW-e przymierzył z rzutu wolnego, a w podobny sposób o triumfie ekipy z podtyskich Jaroszowic przesądził w 85. minucie Jakub Szachnitowski.

– Czeka nas na koniec wyjazd do Studzionki, z którego po prostu musimy coś przywieźć, bo tą rundę mamy w gruncie rzeczy dość dobrą i nie chcemy tego wrażenia zaprzepaścić – klaruje Osierda.