Antoni Jeleń: Robimy to, co moim zdaniem robić powinny mniejsze kluby
Beniaminek z Pogwizdowa to jedna z rewelacji sezonu 2025/2026, a obecna postawa Olzy jest pokłosiem rzetelnej pracy u podstaw z piłkarską młodzieżą. Na wstępie zimowych przygotowań mówi o tym szkoleniowiec Antoni Jeleń, który ma niezaprzeczalny wkład w rozwój zespołu.
SportoweBeskidy.pl: Jesteście w beskidzkim regionie jedną z nielicznych drużyn, która ma już za sobą sparingowe szlify. Start przygotowań pełną parą w Olzie Pogwizdów?
Antoni Jeleń: Można tak powiedzieć, bo już początkiem stycznia wyjechaliśmy jako Olza po raz drugi na halowy turniej do Niemiec. Zagraliśmy w miejscowości pod Dreznem w fajnej imprezie sportowej, z ciekawą otoczką towarzyszącą i dobrymi drużynami na starcie. Zaprezentowaliśmy się nieźle, ale wiadomo, że wynik miał znaczenie drugorzędne. Bardziej chodziło o element dobrej zabawy z piłką i integracji, co osiągnęliśmy.
SportoweBeskidy.pl: Rozpoczęliście też udział w Zimowym Turnieju w Czechach – od porażki 0:2 z MFK Havirov B.
A.J.: Nie byliśmy akurat w tym meczu w optymalnym składzie, korzystając częściowo z zawodników z naszej „dwójki”. Mieliśmy trochę mocniejszy wstęp przygotowań. Podniosłem poprzeczkę treningową i przytrafiły się jakieś drobne kontuzje i przeziębienia. Na tym etapie nie martwimy się tym. Robimy dalej swoje, bo przed naszą młodzieżą ciągle dużo nauki. Próbujemy wykonać następny krok w rozwoju tej grupy zawodników i mam nadzieję, że to się powiedzie.
SportoweBeskidy.pl: Co patrząc już czysto piłkarsko zakłada ten „następny krok”?
A.J.: To, żeby biegać i podejmować decyzje, a co za tym idzie także grać piłką szybciej. Wymaga to jednak odpowiedniego przygotowania fizycznego i to właśnie robimy. Kontynuujemy pewien proces, który przynosi efekty. Jeśli pojawią się natomiast jakieś poważniejsze problemy, to wrócimy do lżejszych treningów.
SportoweBeskidy.pl: Młodzież Olzy była jesienią w rozgrywkach a-klasowych wszem i wobec chwalona. Wykonanie przed kilku laty kroku wstecz dziś przynosi efekty?
A.J.: Zawsze wolałem pracować z takimi zawodnikami, którzy chcą się rozwijać, są pasjonatami piłki i sprawia im to radość. To cenne mieć taką grupę, a nie jest prosto ją zbudować. Jak widać jednak można. To kolejny raz w mojej przygodzie trenerskiej, gdy mam taki zespół. W A-klasie dajemy sobie faktycznie radę, rywale to widzą, bo nie gra się przeciwko nam łatwo. Sądzę, że nawet w dzisiejszej „okręgówce” bylibyśmy sobie w stanie na dłuższą metę poradzić.
SportoweBeskidy.pl: Jesteście trochę ewenementem – szeroka kadra pod względem ilościowym, sporo w niej młodych chłopaków...
A.J.: Powtarzam to i zdania swojego nie zmieniam, że wiejskie klubiki powinny szkolić swoich chłopaków w danym regionie. Jeśli każdy to będzie robił sumiennie, prędzej czy później ci zawodnicy i tak trafią do lepszych klubów. To na tym najniższym szczeblu jest fundament polskiej piłki. Wiem, że każdy klub ma swoje ambicje i oczekiwania, ale trzeba przede wszystkim wyciągać chłopaków ze szkół na boiska. W Pogwizdowie nie robimy transferów, nie próbujemy nikogo specjalnie namawiać do gry w Olzie. Przykładamy się do codziennej pracy z utalentowaną młodzieżą, której akurat mamy pod dostatkiem. Idziemy tą samą drogą i wiążemy duże nadzieje z naszą młodzieżą. Będziemy teraz włączali do drużyny seniorów chłopaków z rocznika 2011, już po osiągnięciu przez nich 15. roku życia. Materiał jest i paru zawodników, którzy naprawdę ciekawie rokują na przyszłość.
SportoweBeskidy.pl: Macie też występujący tylko ligę niżej zespół b-klasowy, czym żaden inny klub z A-klasy pochwalić się nie może.
A.J.: Bardzo duża w tym wszystkim zasługa turniejów halowych, organizowanych przez prezesa Andrzeja Kłodę już od dobrych kilkunastu lat. Poświęcał soboty i niedzielę, a ja zastanawiałem się, kiedy mu się to znudzi. Jest tymczasem człowiek odpornym na wszelkie niepowodzenia. Efekt jest taki, że mamy dziś w naszej „dwójce” zawodników, którzy tą piłką „nasiąknęli”. Nie mają czasu na regularne treningi, aby grać później w A-klasie, bo dochodzi życie prywatne czy obowiązki zawodowe. A bywa, że na sprawozdaniu meczowym brakuje miejsca i trzeba komuś odmówić gry. Radzimy sobie dzięki temu nawet, jeśli ktoś ze składu wypada.
SportoweBeskidy.pl: A wywołany wcześniej temat ligi okręgowej ma związek z jakimiś poważnymi planami?
A.J.: Jeśli zawodnicy wytrzymają narzucony rytm treningowy i poprawią się, to wszystko jest możliwe. Będziemy jednak myśleć o każdym kolejnym meczu, bez nakładania sobie jakiejś dodatkowej presji. Każdy chce wygrywać i fakt, że to jest ważne, ale zależy nam, aby była w klubie dalej fajna atmosfera, a chłopcy mieli możliwość grania. Zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi.
SportoweBeskidy.pl: Sparingi w obecnym okresie przygotowawczym będziecie zaliczać w formule turniejowej w Czechach nadal w mieszanym składzie?
A.J.: Im bliżej ligi, tym bardziej będzie to nasza „jedynka”, bo zespół rezerw też ma swoje sparingi w planach. Myślę, że te rozgrywki w Czechach – przypomnę, że meczów zaliczymy sporo – wyjdą nam na dobre i będą fajnym przetarciem dla młodzieży.
SportoweBeskidy.pl: Kończąc – rozumiem, że trener już na pełnych obrotach z drużyną, bo jesienią bywało z tym różnie? Ze zdrowiem wszystko w porządku?
A.J.: Wróciłem, ale tak można powiedzieć na „pół gwizdka”. Kursuję między Polską a Niemcami ze względu na konieczność rehabilitacji tam na miejscu po operacji biodra. Mam nadzieję, że uniknę dodatkowego zabiegu i jeśli potoczy się wszystko planowo, to od nowego sezonu już będę w pełni dyspozycyjny.