Asystent, strzelec i... pogrom
W Ochabach o niespodziance pucharowej mowy być nie mogło. Goście z Wisły szybko po starcie meczu zaczęli robić swoje.
„Napoczęcia” b-klasowicza dokonał już w 4. minucie Mateusz Kubielas. Wykorzystał w tej sytuacji asystę Cezarego Ferfeckiego, który jako zawodnik wykonujący kluczowe podanie swoim kolegom z drużyny miał dzień bezsprzecznie wyjątkowy. Drogę do siatki otwierał jeszcze 3-krotnie, w tym notującemu klasycznego hat-tricka Pawłowi Leśniewiczowi, innemu z piłkarzy WSS Wisła sumiennie wywiązującego się z powierzonych zadań boiskowych. Wiślanie fetowali także po uderzeniach Patryka Tyrny z 36. minuty i... Ferfeckiego, który odpowiedział w 85. minucie na honorowy zysk ekipy z Ochab.
Podkreślić należy, że faworyt był stroną wyraźnie w pucharowym starciu dominującą, a bramek paść mogło więcej. Na potwierdzenie ostrzeliwane aluminium – przez Kubielasa i Leśniewicza czy nowej twarzy w szeregach WSS związanego dotąd z klubami z Ustronia – Maksyma Moroza. Po innym ze strzałów Ukraińca defensorzy LKS-u 96 wybili piłkę z linii, a na finiszu pudło mimo najbliższej odległości odnotował Jakub Marekwica.
– Trochę problemów frekwencyjnym nam towarzyszy, ale swoje robimy i budujemy formę na ligę. Liczę, że przy pełnej mobilizacji będzie dobrze od samego startu ligi – klaruje Marcin Michalik, szkoleniowiec wiślańskiego zespołu.