Na wysokiej intensywności, od pierwszych minut, toczył się pucharowy pojedynek między rezerwami Podbeskidzia a Spójnią Landek. Akcja szybko przenosiła się z jednej strony na drugą. Z tą adnotacją, iż to bielszczanie byli skuteczni na wstępie meczu. W 6. minucie gospodarze przeprowadzili świetną akcję, Kacper Piątek dopadł na 8. metrze do odbitej piłki i mocnym uderzeniem ulokował ją w siatce. Stracona bramka wprowadziła landeczan w zakłopotanie. Widoczne to było przy konstruowaniu akcji ofensywnych, gdzie często brakowało właściwej decyzji czy tzw. ostatniego podania. Najlepsze próby odnotowali Igor Mencnarowski czy Jan Borek. Trudno jednak byłoby przyznać, że były to okazje z gatunku stuprocentowych. Po stronie Górali swoją okazję odnotował Bartosz Florek, jednak również bez zamierzonego efektu. 

 

Druga część mogła się rozpocząć idealnie dla Spójni. Bartłomiej Ślosarczyk w klarownej sytuacji lobował bramkarza Podbeskidzia II - piłka zatrzymała się jednak na słupku. To zemściło się na Spójni dość szybko. W 53. minucie niepilnowany Krzysztof Wiesner golem zakończył oskrzydlającą akcję swej drużyny. Goście poszli po gola kontaktowego. W 61. minucie Patryk Fabian sprytnie, obok muru, przymierzył z rzutu wolnego. 5. minut później Fabian jednak opuścił boisko. Zawodnik Spójni otrzymał czerwoną kartkę wskutek twardego wejścia, po którym Adriana Stacha zabrała karetka (młodemu zawodnikowi rezerw Podbeskidzia życzymy dużo zdrowia). 

 

Po przerwie w grze, do ataku ruszyli bielszczanie. Florek trafił w słupek, kilka dobrych interwencji zanotował Volodymyr Kotelba. W 78. minucie kibice zobaczyli bramkę, która… padła łupem Spójni. Błąd bramkarza rezerw Podbeskidzia z zimną krwią wykorzystał Igor Mencnarowski i mecz rozpoczął się na nowo. W 82. minucie piękny strzał oddał Filip Małkowski, lecz na przeszkodzie stanęło mu spojenie bramki Spójni. O awansie zadecydowały rzuty karne. 

 

Rezerwy Podbeskidzia wykonywały "11" bezbłędnie. Drużyna z Landeka nie trafiła... żadnego karnego. Bohaterem został Szymon Śiata - bramkarz Górali obronił 2 strzały. Przy trzecim pomylił się Mateusz Madzia i Podbeskidzie II awansowało do finału, gdzie zmierzy się z Drzewiarzem Jasienica.