Będą następcy Tomasiaka? Skocznie w gotowości
Modernizacja skoczni narciarskich w Bystrej po kilku miesiącach prac pomyślnie dobiegła końca – czytamy na łamach „Gazety Beskidzkiej”. To dzięki tej inwestycji kolejni młodzi adepci dyscypliny będą mogli doskonalić swoje umiejętności i podążać śladami najlepszych polskich skoczków.
– Wszystkie prace, jakie były przewidziane w ramach modernizacji kompleksu skoczni w Bystrej, zostały już zakończone – potwierdza Maciej Mrówka, wójt gminy Wilkowice. Dodaje, że z oficjalną uroczystością otwarcia pośpiechu nie ma, ale sam fakt finalizacji inwestycji daje powody do zadowolenia. – W pełni bezpieczne do trenowania obiekty pozwolą dalej realizować pasję do skoków narciarskich. To dyscyplina, która ma w naszej gminie i regionie spore tradycje. LKS Klimczok doczekał się na przestrzeni lat reprezentantów Polski, by wspomnieć o Jakubie Wolnym czy świetnie radzącym sobie w debiucie wśród najlepszych na świecie Kacprze Tomasiaku. Jestem przekonany, że kolejne talenty zostaną z powodzeniem oszlifowane tu u nas, na skoczniach w Bystrej – podkreśla wójt cytowany przez „Gazetę Beskidzką”.
Kompleks skoczni narciarskich im. Józefa Przybyły, składający się z obiektów HS31 i HS19, już od dłuższego czasu wymagał przeprowadzenia gruntownego remontu. Nie tylko, by rozgrywać tu zawody, ale i trenować na co dzień. Skocznie w Bystrej to baza zarówno dla reprezentantów LKS Klimczok, ale i innych okolicznych klubów czy też uczniów stacjonującej nieopodal w Buczkowicach Szkoły Mistrzostwa Sportowego Sportów Zimowych. – To o tyle była już inwestycja ważna do realizacji, iż dalsze korzystanie ze skoczni stało się wraz z upływem lat coraz trudniejsze i mniej bezpieczne dla młodych skoczków – przyznaje Sławomir Filapek, zastępca wójta gminy Wilkowice.

Modernizacja obiektu wpisana została jeszcze w 2023 r. do Programu Inwestycji o Szczególnym Znaczeniu dla Sportu, z przyznanym dofinansowaniem w wysokości 1 579 769,00 zł. To ministerialne wsparcie realnie otworzyło drogę, aby skocznie faktycznie poddać wyczekiwanemu remontowi. Inwestycja, która ruszyła w pierwszej połowie ubiegłego roku objęła w pierwszej kolejności przygotowanie terenu i rozbiórkę, równolegle oczekiwano na nowe materiały niezbędne do dalszych prac, a więc m.in. igelit czy tory najazdowe. Przeprowadzono następnie wymianę nawierzchni skoczni w postaci mat igelitowych, konstrukcji drewnianej na stalową pomostu startowego, rozbiegów, barier oraz zniszczonych belek drewnianych pod zeskokiem na żelbetowe, a także wieży skoczni z drewnianej na stalową przy zachowaniu istniejących fundamentów. Zamontowano poza tym zraszacze nawadniające zeskok i wyremontowano system nawadniający tory najazdowe oraz podest trenerski.
Całkowity koszt inwestycji osiągnął kwotę 2 786 073,25 zł. Gmina Wilkowice zabezpieczyła na ten cel środki własne w wysokości ponad 700 tys. zł. Wsparcia finansowego udzieliły poza tym inne samorządy: Miasto Bielsko-Biała, z racji położenia obiektu częściowo po jego stronie, oraz Powiat Bielski i Gmina Buczkowice, bo właśnie ich młodzi mieszkańcy – prócz rzecz jasna Wilkowic i jej sołectw – najczęściej korzystają z obiektu w celach szkoleniowych.
Nie zmieniły się natomiast parametry i profile obu skoczni, co powinno przyspieszyć starania o uzyskanie wymaganej homologacji Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Jest ona o tyle istotna, że klub funkcjonuje niezmiennie prężnie, a dziś może się pochwalić przeszło 100-letnią tradycją. O sam remont skoczni przez lata zabiegał nieżyjący już wieloletni prezes klubu Zbigniew Banet, dostrzegając właśnie aspekt infrastrukturalny jako kluczowy dla wychowywania kolejnych pokoleń sportowców w klubie i regionie. Mniejsze skocznie, idealnie nadające się do szkolenia młodych adeptów skoków narciarskich, są jeszcze tylko w Wiśle i Goleszowie w powiecie cieszyńskim oraz w Gilowicach w powiecie żywieckim.

Z kompleksu w Bystrej korzystać będzie można przez cały rok, gdy tylko warunki pozwolą na to, by skakać na igelicie. – Będą to skocznie całoroczne, ale bez możliwości ich naśnieżania. Użytkowanie ich zimą generowałoby ogromne koszty, na które nie możemy sobie pozwolić. Śniegu mamy też zresztą ostatnimi czasy, ile mamy. Nie zmienia to faktu, że dla nas te małe obiekty są jak powietrze i bez nich nie byłoby w ogóle opcji myśleć o jakimkolwiek efektywnym szkoleniu młodych skoczków – mówi Paweł Niemczyk, prezes LKS Klimczok.
Wspomniany już Tomasiak wyrósł w obecnym sezonie olimpijskim na lidera reprezentacji Polski. Nie byłoby jednak tej drogi 18-latka na międzynarodowe imprezy w skokach narciarskich, gdyby nie niewielkie obiekty, na których możliwe jest nabywanie pierwszych szlifów w tej niełatwej dyscyplinie, a tak było w przypadku zawodnika klubu z Bystrej – Stawiałem na tych skoczniach swoje pierwsze kroki, wspomnienia mam więc z nimi naprawdę dobre. Sporo tam trenowaliśmy, bardzo się do nich przyzwyczaiłem i też na pewno przyczyniły się do mojego sportowego rozwoju podczas treningów klubowych – mówi Tomasiak. – Na większych skoczniach nie da się zaczynać przygody ze skokami. W regionie właśnie przede wszystkim taka infrastruktura może zachęcać dzieciaki do uprawiania skoków narciarskich i przyczyniać się do upowszechniania naszej dyscypliny – dodaje skoczek, który niebawem powalczy w Predazzo podczas olimpijskich konkursów.