O tym, że Cukrownik wywiózł z terenu innego beniaminka komplet „oczek” przesądziła w dużej mierze premierowa odsłona meczu, w której goście wiedli na boisku niepodzielny prym. Przełożyli to na wynik. W 23. minucie doskonałe uderzenie zza „16” oddał Daniel Zielonka, lokując piłkę tam, gdzie nie miał prawa jej dosięgnąć Radosław Pietrasik. Wystarczyło kilka kolejnych minut gry, by Cukrownik podwyższył zaliczkę. Z lewego skrzydła akcję w kontrataku przytomnie ściął Radosław Gabzdyl, przerzucił linię obrony LKS-u na dalszy słupek, gdzie finalizacji dokonał Jakub Janik. O rezultat bardziej okazały z perspektywy chybian pokusić mógł się m.in. Łukasz Kot, który 2-krotnie bliski był przecięcia piłki w polu karnym po podaniach ze skrzydła.

– Przeciwnik był bardzo dobrze zorganizowany w przejściu z obrony do ataku. Fajnie też operował na skrzydłach. Intensywność gry po jego stronie była znacznie większa. My momentami nie wiedzieliśmy do końca co z piłką zrobić – przyznaje prezes klubu z Leśnej Piotr Raczek.

Kibice w Leśnej oglądali nieco inne spotkanie po zmianie stron. Nie mogło być inaczej, gdy rewelacyjny beniaminek obejrzał kolejną czerwoną kartkę w tym sezonie. „Żółtka” w krótkim odstępie czasu skompletował Zielonka, który przepisy przekraczał w ferworze boiskowej walki. W przewadze liczebnej piłkarze LKS-u częściej budowali akcje ofensywne. Z piłką obrócił się Kacper Jakubiec, ale w ostatnim momencie defensorzy Cukrownika zdążyli z interwencją. Po wejściu na murawę strzałów próbował Łukasz Łodziana, ale Jakub Szypuła spisał się wyśmienicie, także odbijając futbolówkę będąc zasłoniętym przez swoich kolegów z drużyny. Zbyt słabe były natomiast próby innego z rezerwowych Mirosława Homela. Przyjezdni skapitulowali dopiero w 94. minucie. Z rzutu wolnego pośredniego z 6. metrów, po niezrozumieniu intencji obrońcy, bramkarza i... sędziego przy wybijaniu piłki od własnej bramki, o gola postarał się Kajetan Lach. Na punktowe przydziały nie miało to jednak najmniejszego wpływu.

– Myślałem, że będzie nam ciężej po czerwonej kartce, ale najwyraźniej już mamy wystarczająco dużo doświadczenia, aby w osłabieniu sobie radzić. Generalnie jednak wyglądamy naprawdę dobrze, przy czym zachowujemy spokój – klaruje Szymon Miłek, trener beniaminka z Chybia, który w drugiej połowie, kiedy przeciwnik stawiał wszystko na jedną kartę, groźnie kontrował. Powodzenie przynieść mogły rajdy Gabzdyla czy Andrzeja Stokłosy.