Dobre otwarcie ligowych zmagań było prognostykiem optymistycznym pod kątem boju pucharowego, ale bez wątpienia "rekordziści" dalecy byli dziś od dyspozycji zbliżonej do optymalnej. Do defensywy dali się zepchnąć już na wstępie gry, lecz piłkarze Sandecji nie potrafili swojej przewagi udokumentować. Tak było tylko do 24. minuty, kiedy główka Marko Kolara zaskoczyła mającego sporo pracy Sebastiana Sobolewskiego.

Próby zaczepne Rekordu? Obrazowo je określając - nieśmiałe i nieliczne. Podejmował je głównie Mateusz Broda, lecz element zagrożenia dla zespołu z Nowego Sącza był przy nich niewielki.

Gospodarze nikłym prowadzeniem się nie zadowolili. Po powrocie na murawę wciąż naciskali. To o centymetry chybił Maciej Żurawski, to znów Kolar "zatrudnił" golkipera biało-zielonych, kotłowało się przy wrzutkach w pobliże "świątyni". Odpowiedzieć usiłowali Mateusz KlichowiczFilip Sapiński, lecz wciąż bliżej fetowania była Sandecja. Nie było zatem wielkim szokiem, iż w 78. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Sobolewskiego zmusił do kapitulacji Piotr Kowalik. Pozytywnie nastawieni miejscowi dobili Bielszczan w 86. minucie. Po przewinieniu Jakuba Kempnego do siatki z 11. metrów wcelował Adrian Danek, zamykając ostatecznie nadzieje Rekordu na kontynuację pucharowej przygody.