Reprezentant „okręgówki” przystąpił do premierowego sprawdzianu w składzie dalekim od optymalnego. Zabrakło przede wszystkim zawodników odpowiedzialnych za strzelanie bramek – Kajetana Lacha oraz Kacpra Jakubca. A że nieobecny był również rządzący środkową strefą LKS-u Krzysztof Walkiewicz, to siła rażenia zespołu była poważnie ograniczona. Znalazło to też przełożenie na przebieg spotkania.

Gospodarze test-meczu wyglądali na tle podopiecznych Mateusza Stankiewicza lepiej fizycznie, górując zwłaszcza pod względem szybkości. Z racji innych etapów szlifów obu drużyn nie stanowi to też jakiegoś większego zaskoczenia. Do tego doszły błędy indywidualne i proste straty. I tak w pierwszej części Bielszczanie strzelili 3 gole, kolejne 4 dołożyli po zmianie stron, by w cokolwiek znaczących rozmiarach piłkarzy LKS-u pokarać, nie ponosząc przy tym żadnych strat „w tyłach”.

Choć ekipa z Leśnej próbowała pokusić się choćby o trafienie honorowe, to owego nie uczyniła. Najgroźniejsze próby to te Mirosława Homela z początku konfrontacji czy późniejsze uderzenia Daniela Grabskiego, Patryka SemikaFilipa Kupczaka. – Bez armat nie mieliśmy ofensywnych argumentów. Absencje kadrowe były widoczne, ale też mogliśmy jednocześnie tak wysokiej porażki uniknąć. Nie zmienia to faktu, że młodzież Podbeskidzia wygrała w pełni zasłużenie, a nam nie pozostaje nic innego, jak wyciągać z takich spotkań konstruktywne wnioski – klaruje prezes LKS-u Piotr Raczek.