- Mecz szalony. Dla postronnego kibica super spotkanie, ale ze szkoleniowego punktu widzenia już niekoniecznie. Do momentu utraty pierwszej bramki nic nie wskazywało na to, że wymknie się spod kontroli - ocenia Marcin Sztorc, trener KS-u. 

 

KS prowadził po trafieniach Kamila KucharczykaGrzegorza Sztorca, ale po przerwie gospodarze w krótkim odstępie czasu doprowadzili do wyrównania. Sytuację gości dodatkowo komplikowała czerwona kartka Kucharczyka. Mimo gry w osłabieniu, ekipa z Bestwinki odpowiedziała jednak kolejnym golem, a w końcówce wydarzyło się jeszcze więcej. Przy stanie 3:2 dla KS-u Rotuz otrzymał rzut karny, lecz Dominik Chmielniak zatrzymał uderzenie Damiana Nowaka. Chwilę później Grzegorz Sztorc podwyższył na 4:2, a gospodarze zdołali jeszcze zdobyć kontaktową bramkę.

 

- Kluczowym momentem była wymuszona zmiana Wojtka Lisewskiego. Trzymał naszą linię swoim doświadczeniem. Później w dwie minuty mecz zmienił się o 180 stopni. Straciliśmy dwie bramki, graliśmy w "10", a mimo to zawodnicy pokazali charakter i kawał serducha. Gratulacje dla drużyny - podkreśla szkoleniowiec KS-u Bestwinka.

 

Sztorc docenia więc przede wszystkim reakcję zespołu na trudny moment. Jego podopieczni, mimo problemów, potrafili ponownie wyjść na prowadzenie, a później przetrwać napór Rotuza. Szczególnie ważna okazała się interwencja Chmielniaka przy rzucie karnym. - Mam nadzieję, że to będzie pozytywne paliwo na dalszą część sezonu. Ten mecz pokazał, że nawet jeśli jest ciężko, to można - mówi trener. Jednocześnie szkoleniowiec KS-u tonuje nastroje po drugim kolejnym zwycięstwie. - Będę przestrzegać przed hurraoptymizmem. Liga jest wyrównana i do każdego meczu trzeba podchodzić z pokorą - zaznacza Marcin Sztorc.