Kiedy w 8. minucie przechwyt na swojej połowie zaliczył Daniel Gallego i solowym rajdem oraz strzałem z okolic 10. metra pokonał Michała Kałużę, zanosiło się na trudny wieczór dla zawodników z Cygańskiego Lasu przy widocznie zmobilizowanym przeciwniku. Reakcja triumfatorów pierwszego spotkania ćwierćfinałowej serii była jednak najlepsza z możliwych. Bo choć nie od razu biało-zieloni odpowiedzieli w sposób widoczny w wyniku, to gdy już właściwy sobie rytm złapali - byli zespołem dominującym.

Defensywę GI Malepszy udało się Bielszczanom "napocząć" w 13. minucie. Następstwo to wybornego uderzenia Kacpra Pawlusa przy słupku. Ostudzony już poważnie został entuzjazm ekipy z Lesznej w 15. minucie. Przechwyt tuż przed "świątynią" zaliczył Guilherme Kadu, bezwzględnie wykorzystując opieszałość rywali. Trener Tomasz Trznadel poprosił natychmiast o przerwę, ale goście doskonale wiedzieli, co robić. 18. minutę okrasili idealnym spuentowaniem premierowej odsłony. Niepilnowany Miguel Kenji zmylił bramkarza gospodarzy. A że też szczęście było po stronie bielskiej drużyny, warto nadmienić o paradach golkipera Rekordu, którzy przed i po golu na 3:1 stopował strzały odpowiednio Alberta Betowskiego oraz Adriana Skrzypka.

Nadzieje na ponowne starcie w niedzielę, zostały w szeregach GI Malepszy ograniczone do minimum w 24. minucie. Gospodarze przerwali groźną szarżę Mikołaja Zastawnika, ale za moment ponieśli dotkliwą karę, bo Edgar Varela rzut wolny wyegzekwował po profesorsku - atomowe uderzenie "zerwało pajęczynę" w bramce Leszczynian. Po tym ciosie już się nie podnieśli, a futsaliści Rekordu plan wykonali optymalnie i... zagrają wkrótce o medale!