Nie był to dla "rekordzistów" ani mecz o wszystko, ani mecz o honor. Mistrz Polski dzięki świetnej postawie w poprzednich dwóch meczach zagwarantował sobie miejsce w fazie Elite Round futsalowej Ligi Mistrzów. Ekipa z Kijowa natomiast była pewna, iż nie ma już żadnych szans na awans do dalszego etapu rozgrywek. Ciężar gatunkowy spotkania był więc znikomy, co nie oznacza, że któraś ze stron chciała odpuścić - mówimy w końcu o rozgrywkach Ligi Mistrzów... 

 

Mecz pomyślnie rozpoczął się dla bielszczan. W 5. minucie Rekord objął prowadzenie po samobójczym trafieniu Rusłana Szeremety, który wpakował piłkę do własnej bramki po dograniu z rzutu rożnego przez Pawła Budniaka. Na odpowiedź Ukraińców przyszło czekać raptem 3. minuty. Roman Horpynych skorzystał na długim podaniu i sprytnym strzałem pokonał Krzysztofa Iwanka. Sytuacji bramkowych w pierwszej części było jednak multum, a więcej goli kibice nie zobaczyli. Dela miał dwie dobre próby w odstępie kilkudziesięciu sekund. Szczęścia zabrakło także Miłoszowi Krzempkowi oraz Gustavo Henrique. W 17. minucie natomiast przed stratą bramki przez Rekord uchronił słupek. 

 

W końcu jednak widzowie spotkania doczekali się kolejnej bramki. W 26. minucie Yevgen Siryi wykorzystał z zimną "krwią" błąd Michała Kubika, jednak reakcja biało-zielonych była niemal natychmiastowa. Do ponownego remisu doprowadził Eric Panes. Jak się później okazało, gol ten rozstrzygnął losy ostatniego spotkania Rekordu w fazie Main Round. Podkreślmy, iż "rekordziści" przeszli przez nią w fenomenalnym stylu, bo nie przegrywając żadnego spotkania.