Raptem 180. sekund potrzebowali V-ligowcy, by przeciwnikowi strzelić gola. Fakt, że Vitalyi Miklosh rozpoczął kanonadę był w dużej mierze zasługą Kacpra Fiedora, który niefortunnie wypiąstkował piłkę w okienko własnej bramki. Wiślanie jednak wyrównali. Po akcji Patryka TyrnyJakuba Marekwicy nie do obrony dla golkipera Błyskawicy uderzył po przyjęciu w polu karnym Rafał Cywka. Kiedy drużyny udały się na krótką pauzę, wynik był ponownie korzystny dla ekipy z Drogomyśla. Krzysztof Koczur wykorzystał rzut karny po ręce w „16”, a Miklosh przymierzył koło słupka, gdy Fiedor spodziewał się dośrodkowania zamiast finalizacji akcji. Druga połowa to już wyłącznie zyski dla Błyskawicy. Sytuacje sam na sam wykorzystywali: Jakub Kasperowicz, Volodymyr VarvarynetsKacper Wojnar, przy czym defensywa WSS nie była przy owych zdarzeniach całkowicie bez winy.

– Okazji mieliśmy dziś dużo, ale nie był to wybitny mecz w naszym wykonaniu. Są elementy, które wciąż wymagają korekt i pracy – zaznacza Krystian Papatanasiu, szkoleniowiec reprezentanta V ligi.

– Negatywów jest więcej, niż pozytywów, boli zwłaszcza, że połowę goli strzeliliśmy sobie właściwie sami. Mamy trochę nieplanowanych osłabień i musimy to na nowo poukładać, zgrać się, a przede wszystkim poprawić jakość piłkarską – klaruje trener wiślańskiej drużyny Marcin Michalik.