Nie oznacza to jednak, że gospodarze meczu rozgrywanego z konieczności w Dankowicach nie myśleli o tym, aby przejść do kolejnej z pucharowych rund. Zasadne okazały się natomiast obawy o jakość gry w mocno eksperymentalnym składzie. Wystarczy odnotować, że "Górale" sporo ponad godzinę musieli zabiegać o sforsowanie defensywy Hutnika, marnując po drodze to, co zdołali sobie pod krakowską "świątynią" wypracować. Strzały blokowane w porę przez rywali oddawali w różnych fazach meczu: Kacper Smoliński, Oskar Tomczyk, Maksymilian Sitek czy Bartosz Martosz. W 21. minucie słupek stanął na przeszkodzie Daliborowi Takacowi.

Przełamanie stało się w 73. minucie udziałem Krzysztofa Twardosza, który na murawie zastąpił w 60. minucie Tomczyka. Ten sam młody zawodnik, w poprzednim sezonie strzelający bramki dla "dwójki" Podbeskidzia, ustalił rezultat potyczki. Działo się to w 88. minucie, zostając klasycznym "dżokerem" w talii trenera Marcina Włodarskiego.

Wspomniane zyski strzeleckie Bielszczan, przedzieliło wydarzenie, które mogły odmienić losy środowej konfrontacji. W 76. minucie Oskar Kordykiewicz stanął do pojedynku z Szymonem Brańczykiem. Okazję miał wymarzoną, bo sędzia zaordynował rzut karny dla II-ligowca po faulu Kamila Sochania, ale rezerwowy golkiper Podbeskidzia wykazał się swoim kunsztem. Na wysokości zadania stanął też m.in. w 83. minucie, gdy wyrównania szukał Artem Motrych. I Brańczykowi trzeba więc przyznać istotną rolę dla osiągnięcia celu - tym był awans bielskiej drużyny, który łatwo nie przyszedł.