Od początku konfrontacja wyjazdowa przebiegała po myśli ekipy z Dankowic, która kontrolę nad meczem przejęła wraz z bramką zdobytą w 3. minucie. Golkiper Krupińskiego był w tej sytuacji nie bez winy, bo zagrał wprost pod nogi Adriana Heroka, którego uderzenie po „długim” słupku zatrzepotało w siatce. Między 26. a 34. minutą gry piłkarze Pasjonata losy meczu ostatecznie rozstrzygnęli. Po wrzutce Wiktora Kasprzykowskiego jeden z defensorów gospodarzy pokonał własnego bramkarza. Kolejny cios zadał Błażej Cięciel – w sytuacji sam na sam po asyście Macieja Sadloka. Niebawem po przechwycie z piłką popędził Marcin Wróbel, by uderzeniem sprzed „16” od słupka poprawić rezultat na 4:0.

Wszystko, co działo się później miało już nieszczególne znaczenie. Odnotować jednak należy „pazerność” Dankowiczan, by gole strzelać. W 46. minucie Cięciel obsłużył Wojciecha Sadloka, który dopełnił formalności. Gol numer 6. to już dzieło Patryka Pucki, który w zamieszaniu skorzystał na „wypluciu” futbolówki przez golkipera sobotniego konkurenta. Kilka innych obiecujących wypadów ofensywnych powodzenia nie przyniosło. Nastąpił za to moment minimalnej radości w szeregach Krupińskiego, korygującego wynik na 1:6.

– Pewne zwycięstwo i to cieszy. Obawialiśmy się tego meczu, mając w pamięci psikusa z poprzedniego sezonu, gdy wyjechaliśmy stąd pokonani – wyjaśnia Andrzej Tomala, szkoleniowiec zespołu z Dankowic.