Była jakość. Strzelał również... bramkarz
To był bardzo dobry występ futsalistów Rekordu Bielsko-Biała. Biało-zieloni odnieśli pewne, wyjazdowe zwycięstwo nad Red Dragons Pniewy.
Początek meczu był intensywny, choć długo brakowało konkretów pod bramkami. Obie drużyny dobrze funkcjonowały w defensywie, a golkiperzy nie mieli większych problemów z neutralizowaniem kolejnych prób rywali. Z czasem inicjatywę zaczęli przejmować Bielszczanie, którzy cierpliwie czekali na potknięcie gospodarzy.
Przełom nastąpił w 16. minucie. Błąd przy wyprowadzaniu piłki przez zawodników z Pniew wykorzystał Edgar Varela, który przejął futbolówkę i zagrał ją do Franco Spellanzona. Ten z bliska nie miał problemów z pokonaniem bramkarza gospodarzy i wyprowadził Rekord na prowadzenie
.
Druga połowa rozpoczęła się od kolejnego prezentu ze strony Red Dragons. Fatalnie rozegrany aut przez miejscowych zakończył się przejęciem piłki przez Varelę. Portugalczyk ruszył z kontrą i sam zdecydował się na strzał, który okazał się nie do obrony dla Guilherme Gomesa. Po zdobyciu drugiej bramki Rekord spokojnie kontrolował przebieg spotkania. Gdy gospodarze próbowali przyspieszyć grę i odrobić straty, na ich drodze stawał świetnie dysponowany Michał Kałuża. Bramkarz bielszczan kilkukrotnie ratował swój zespół, m.in. broniąc groźne uderzenia Mateusza Kosteckiego.
W końcówce trener gospodarzy zdecydował się na grę z lotnym bramkarzem, jednak manewr ten nie przyniósł efektu. Najpierw Kałuża, po udanej interwencji we własnym polu bramkowym, posłał piłkę do pustej bramki rywali. Chwilę później podobną sytuację wykorzystał Spellanzon, ustalając wynik meczu.