Było zaskoczenie, jest pogrom
Udaną dla siebie rundę jesienną beniaminek z Leśnej zakończył arcytrudnym meczem wyjazdowym ze Smrekiem Ślemień.
Nic sobie nie robiąc z klasy przeciwnika i jego argumentów na sztucznym boisku w Lachowicach, goście przed przerwą wykonali kawał solidnej pracy. W 18. minucie objęli nawet niespodziewane prowadzenie. Po wrzutce z rzutu wolnego Mateusza Piątka błąd popełnił golkiper Smreka, który wypuścił piłkę z rąk, a na to tylko czyhał Patryk Semik. Nie dość, że ekipa z Leśnej zdobyła przewagę, to jeszcze bardzo rozsądnie broniła dostępu do własnej „świątyni”. Beniaminek rozbijał kolejne ofensywne próby gospodarzy, dopuszczając jedynie do strzałów z dystansu, a tym brakowało dokładności.
W przerwie murawę opuścił z konieczności Daniel Grabski, a powstała w ślad za tym „luka” znalazła przełożenie na przebieg rywalizacji. Kto wie – być może przyjezdni zdołaliby „odjechać” Smrekowi wraz z wolejem Jakuba Jurowskiego, ale strzał ten odbił Rafał Pępek. Podziałało to zarazem mobilizująco na podopiecznych Sławomira Bączka. W 55. minucie rajd Pethersona przerwany został faulem Krystiana Oczkowskiego, a idealnej sposobności na wyrównanie nie zmarnował sam poszkodowany. Raptem 120. sekund później futbolówkę na rzecz Viniciusa stracił Piątek, a mocne uderzenie Brazylijczyka z dalszej odległości nie napotkało na ripostę Radosława Pietrasika.
Od 72. minuty koncertowo w egzekucji spisywał się Clinton – to oddał mierzony strzał, to najprzytomniej zachował się przy kornerze, to znów bezwzględnie zachował się po stracie Piątka, śrubując bilans drużyny do 5 trafień. W tzw. międzyczasie wspomniany wcześniej obrońca LKS-u najlepiej odnalazł się po rzucie rożnym swojego zespołu, niwelując straty na 3:2 z perspektywy Smreka, co miejscowych nie wytrąciło z korzystnego dla siebie rytmu drugiej odsłony niedzielnego spotkania.