Soła do triumfu przybliżyła się już po kwadransie rywalizacji. Akcję bramkową zainicjował interweniujący w porę na własnej połowie Andrzej Nowakowski, który „uruchomił” na lewej flance Mikołaja Franusika. Skrzydłowy wygrał pojedynek z Kacprem Brachaczkiem, wbiegł w pole karne i dograł do Damiana Sanetry, bezbłędnie kierującego piłkę do celu. Gospodarze, choć operowali piłką często, mieli olbrzymi kłopot, aby wypracować sobie naprawdę dogodną szansę pod „świątynią” rywala. Mogli za to zostać skarceni – choćby na wstępie drugiej części, gdy minimalnie obok słupka poszybowała znakomite uderzenie Filipa Balcarka.
 



Istotną dla obrotu wydarzeń mogła okazać się 65. minuta. Mateusz Jękal za ponowne przekroczenie przepisów obejrzał żółtą kartkę, a była to druga taka tego dnia. Po „cegle” gospodarze błyskawicznie wyrównali. Po rzucie wolnym w zamieszaniu futbolówka odbiła się od poprzeczki, a idealną dobitką popisał się Sebastian Nowak. O dziwo jednak Spójnia z liczebnej przewagi nie skorzystała, nie mając wystarczających pokładów energii na decydujący fragment potyczki. To rajczanie prezentowali się korzystniej, a "serce" drużyny biło niezmiennie pod batutą Daniela Lacha. Goście doczekali się też nagrody w postaci... zwycięskiego trafienia. W 87. minucie F. Balcarek zmusił jednego z rywali do błędu, podał do M. Franusika, który Kamilowi Kawie nie dał szans. Moment wcześniej Soła już mogła zresztą prowadzić, ale zmierzający do bramki strzał Sanetry został w ostatniej chwili wybity wślizgiem przez obrońcę zespołu z Zebrzydowic.

– Zagraliśmy dobrze i mimo że od 65. minuty przyszło nam radzić sobie w osłabieniu, to drużyna pokazała w takich warunkach mądrość taktyczną i charakter. Było to kluczowe do odniesienia wygranej – zaznacza szkoleniowiec przyjezdnych Sebastian Gierat.