Cios za ciosem
Spotkanie między LKS-em Czaniec a rezerwami Rekordu zapowiadało się iście ciekawie i nie zawiodło oczekiwań obserwatorów.
Początek meczu był wyrównany, choć z biegiem czasu inicjatywę zaczęli przejmować gospodarze, którzy częściej dochodzili do sytuacji strzeleckich. Mimo kilku dogodnych okazji, w tym niewykorzystanego rzutu karnego przez Andrija Apanchuka oraz uderzeń w poprzeczkę, długo brakowało im skuteczności. Tymczasem goście objęli prowadzenie w 19. minucie, kiedy Porębski zaskoczył defensywę Czaniec po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.
Gospodarze odpowiedzieli po niespełna kwadransie. W 30. minucie Sebastian Wiśniowski oddał precyzyjny strzał w kierunku dalszego słupka, doprowadzając do wyrównania. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie, choć obie strony miały jeszcze swoje okazje.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. LKS Czaniec nadal stwarzał więcej sytuacji, jednak brakowało konkretów pod bramką rywali. W jednej z akcji gospodarze dwukrotnie trafiali w poprzeczkę, co tylko potwierdzało ich ofensywną aktywność. Decydujące momenty nadeszły w końcówce spotkania. W 71. minucie A. Apanchuk wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, wykorzystując rzut wolny. Radość miejscowych kibiców nie trwała jednak długo, bo już dwie minuty później Sadlik doprowadził do wyrównania po stałym fragmencie gry.
W 74. minucie A. Apanchuk ponownie wpisał się na listę strzelców, ustalając, jak się później okazało, wynik meczu na 3:2. W ostatnich fragmentach spotkania rezerwy Rekordu ruszyły do ataku, szukając wyrównania, jednak defensywa gospodarzy zdołała utrzymać korzystny rezultat. Najbliżej zmiany wyniku był jeszcze Filip Moiczek, który trafił w słupek.