Zbyt wiele dobrego z perspektywy Beskidu przed przerwą się nie działo. Częściej swoje akcje zaczepne inicjowali gospodarze, przynajmniej raz bardzo poważnie zagrażając Skoczowianom. Mowa o sytuacji z 40. minuty, gdy drogę piłce zmierzającej do siatki zablokował Paweł Baranowski. Na domiar złego już w 13. minucie po brutalnym ataku rywala boisko wprost do szpitala z poważną kontuzją opuścić musiał Łukasz Macura. Za to ten najważniejszy moment przyniósł przyjezdnym objęcie prowadzenia, co miało miejsce w doliczonym czasie. Po szarży z lewego skrzydła Piotr Dyczek dograł piłkę na 5. metr do Kacpra Zątka, który nie miał problemów z dopełnieniem formalności.

Znacznie ciekawiej zespół ze Skoczowa prezentował się po pauzie. Tym razem jednak trudno o pozytywne odczucia. Cóż z tego, że goście mieli kilka niezłych sytuacji, by przeciwnika dobić i liczebną przewagę po „cegle” z 50. minuty, jaką ukarany został Mateusz Bennek. Próbowali m.in. Jakub Krucek i aktywny z przodu Karol Morcinek, lecz defensywa Fortecy do spółki z bramkarzem wychodziła z opresji. W 89. minucie Beskidowi dopisało szczęście po strzale z rzutu wolnego w poprzeczkę i wydawało się wówczas, że krzywda beskidzkiemu V-ligowcowi stać się nie może. 120. sekund później kolejny dziś stały fragment przyniósł jednak wyrównanie Patryka Antończaka. A niedosyt w oczywisty sposób zrozumiały pozostawiło także to, co działo się później. Uderzenie Morcinka zostało zastopowane na linii bramkowej, a główka Krzysztofa Surawskiego po wrzutce Michała Szczyrby z rzutu rożnego ostemplowało aluminium.

– Nie powinniśmy tego korzystnego wyniku wypuścić. Rywal nie przebierał w środkach, był zdeterminowany i chciał za wszelką cenę wyrównać, ale okoliczności tego remisu powodują niedosyt. Szkoda, bo chcąc walczyć o coś więcej w tej lidze, nie można takich punktów gubić – ocenia Bartłomiej Konieczny, szkoleniowiec Beskidu.