W roli faworytek „rekordzistki” udały się do Olsztyna, a konfrontacja z mającymi przed spotkaniem iluzoryczne szanse na utrzymanie Stomilankami nie okazała się przeprawą łatwą. I to nawet biorąc pod rozwagę idealnie otwarcie meczu. W 10. minucie gospodynie po raz pierwszy zostały zaskoczone, a do gola samobójczego przyczyniły się liczne ataki zawodniczek Rekordu. W tej konkretnej zaś bramkowej sytuacji, za kluczową trzeba uznać presję wychodzącej na czystą pozycję Julii Gutowskiej na obrończyni, która pechowo zaskoczyła strzegącą „świątyni” Oliwię Krzemińską. Trafienie otwierające zdobycze nie były jednak zalążkiem żadnego pogromu, na co można było mieć apetyty z uwzględnieniem poprzedniego meczu ligowego z 5 „fantami” na koncie.

Piłkarki z Warmii oddały kilka naprawdę groźnych strzałów, w tym stemplujący słupek, a lepszy dla siebie rytm gry potwierdziły wyrównaniem w 56. minucie. I pewnie niespodzianka byłaby możliwa, gdyby nie właściwa reakcja i świetny finisz, potwierdzający już doświadczenie i jakość biało-zielonych. Swoje zrobiły też zmiany w składzie, dokonane na kwadrans przed końcem przez trenera Mateusza Żebrowskiego. 81. minuta przyniosła sprytnie rozegrany rzut wolny, po którym w poprzeczkę główkowała Agnieszka Glinka, a z najbliższej odległości futbolówkę do siatki skierowała Daria Długokęcka. Miejscowe na finiszu nadziewały się na kontry Bielszczanek, skutek zamierzony przyniosła ta z 92. minuty. Katarzyna Jaszek obsłużyła Nikolę Dębińską, która bez trudu ustaliła rezultat na 3:1 dla ekipy z Cygańskiego Lasu.

– Za nami spotkanie, w którym powinniśmy lepiej wykorzystać sytuacje, szczególnie z początkowych minut, zarówno pierwszej i drugiej połowy meczu. Dobrze weszliśmy w spotkanie, kreując dobre sytuacje bramkowe. Uważam, że o końcowym zwycięstwie zadecydowały zmiany, które dały nam pozytywny bodziec w końcówce spotkania oraz bramki na wagę zwycięstwa – tak daleką delegację swoich podopiecznych skwitował szkoleniowiec Rekordu, cytowany na łamach oficjalnej strony klubowej.