SportoweBeskidy.pl: Która z rund wiosennych w V lidze była według Ciebie bardziej emocjonująca: ta obecna czy zeszłoroczna?

Damian Chmiel: Jeśli chodzi o emocje, to były one bardzo podobne. W piłce nożnej emocji nigdy nie może zabraknąć. Przede wszystkim jednak V liga trochę się zmieniła. Nie było rok temu tak mocnych zespołów jak rezerwy Podbeskidzia czy Rekordu, a także kilku innych drużyn, których nie chciałbym pominąć. Patrząc indywidualnie, moje odczucia są podobne, bo rzadko przegrywałem. W tej rundzie przegraliśmy w Skoczowie, gdzie wszyscy widzieliśmy, jak wyglądał ten mecz. Uważam, że obecna V liga jest więc nieco mocniejsza niż wtedy, gdy grałem w Orle. Jest więcej zespołów prezentujących wysoki poziom. Przed ostatnią kolejką sytuacja jest bardzo ciekawa i każdy zastanawia się, jak to się skończy. Nie ukrywam, że długo goniliśmy czołówkę. Traciliśmy do MRKS-u aż 11 punktów, a zbliżyliśmy się na dwa. Naszym głównym celem było jednak szkolenie i rozwój młodych zawodników. Jak zakończy się ten sezon? Tego jeszcze nie wiemy. Musimy przede wszystkim patrzeć na siebie, ale już teraz możemy być zadowoleni, bo rozegraliśmy bardzo dobrą rundę.

 

SportoweBeskidy.pl: Do końca o mistrzostwo walczą obecnie trzy drużyny: MRKS, Podbeskidzie II i rezerwy KS-u Panattoni Goczałkowice-Zdrój. Zimą spodziewaliście się takiego scenariusza, że do ostatniej kolejki będziecie w grze o główny triumf?

D.Ch.: Powiem szczerze, że nie. Chcieliśmy powalczyć o miejsce barażowe i to był realny cel. Oczywiście zawsze trzeba wierzyć, ale nie zakładaliśmy takiego rozwoju wydarzeń. My punktowaliśmy bardzo dobrze, a MRKS nieco gorzej. Gdybyśmy wygrali z Beskidem, mogliśmy nawet wyprzedzić MRKS.

 

SportoweBeskidy.pl: Twoje dołączenie do rezerw Podbeskidzia wyraźnie pozytywnie wpłynęło na zespół. Na wiosnę jesteście najlepszą drużyną V ligi. Połączenie młodości z doświadczeniem zdaje więc egzamin.

D.Ch.: Chyba każdy zdaje sobie sprawę, że taki model funkcjonowania ma sens, choć nie zawsze łatwo przełożyć teorię na praktykę. Byłem blisko tego zespołu już wcześniej jako asystent, ale to nie jest wyłącznie moja zasługa. W drużynie są też inni doświadczeni zawodnicy, jak choćby Kornel Osyra. Najważniejsza jest jednak młodzież i tak powinno to funkcjonować. Przykłady z IV czy III ligi pokazują, że nie da się opierać zespołu wyłącznie na młodych zawodnikach. Oni muszą uczyć się od bardziej doświadczonych piłkarzy. Naszym zadaniem jest rozwijanie zawodników tak, aby trafiali do pierwszej drużyny. Mamy również doświadczony sztab szkoleniowy, a jakość treningów przekłada się na wyniki. W IV lidze jest więcej jakościowego grania i to właśnie tam chcielibyśmy docelowo występować.

 

SportoweBeskidy.pl: Jakiego meczu spodziewasz się w Czańcu, gdzie MRKS zmierzy się z miejscowym LKS-em?

D.Ch.: To będzie bardzo trudne spotkanie dla MRKS-u. W Czańcu zawsze grało się ciężko. Nie chodzi nawet o specyficzny klimat, ale o to, że LKS to solidna drużyna. Być może nie udało im się jeszcze zrobić kolejnego kroku naprzód, ale mają swoją jakość, zdolną młodzież i indywidualności, takie jak bracia Apanchuk. Jeśli gospodarze podejdą do tego meczu optymalnie przygotowani, MRKS będzie miał trudne zadanie. Ostatecznie wygra jednak lepszy. To ostatnia kolejka sezonu, a każdy chce zakończyć rozgrywki zwycięstwem.

 

SportoweBeskidy.pl: Was również czeka niełatwe zadanie, bo zagracie z będącym w dobrej formie GLKS-em.

D.Ch.: Wiemy, co nas czeka i znamy zarówno swoje mocne, jak i słabsze strony. Chcemy zagrać dobry mecz i pokazać to, co prezentowaliśmy przez całą rundę. Jeśli zagramy na swoim poziomie, nie mamy powodów do obaw. Oczywiście GLKS będzie chciał nam utrzeć nosa. Stawka jest wysoka, ale to właśnie jest w tym wszystkim najciekawsze. To mecz o coś, a dla naszych młodych zawodników kolejna cenna lekcja i element rozwoju.

 

SportoweBeskidy.pl: Zakładając, że cała trójka wygra swoje spotkania, będziecie musieli zagrać w barażach. Fizycznie jesteście na to gotowi czy odczuwacie już trudy sezonu?

D.Ch.: Oczywiście, że odczuwamy końcówkę sezonu i zmęczenie jest obecne. Z drugiej strony nie możemy narzekać. Trenujemy codziennie, bardzo ciężko pracujemy i chcemy się rozwijać. Nie ma jednak sensu mówić o zmęczeniu, jeśli chce się osiągnąć wyznaczony cel. Baraże to dodatkowe dwa mecze i jesteśmy gotowi dać z siebie wszystko.

 

SportoweBeskidy.pl: W przypadku awansu zobaczymy Damiana Chmiela ponownie w IV lidze?

D.Ch.: Chciałbym jeszcze pograć i sama liga nie ma tutaj kluczowego znaczenia. Jeśli zostaniemy w V lidze, również będę do dyspozycji zespołu. Obecnie plan jest taki, aby rozegrać jeszcze jeden sezon. Czuję się dobrze, nadal czerpię radość z gry i ten sport wciąż mnie napędza. Wszystko zmierza więc w tym kierunku. Najważniejsze jest jednak zdrowie.

 

SportoweBeskidy.pl: Jesteśmy również świeżo po wygranych przez Podbeskidzie barażach o awans do Betclic 1. Ligi. Stało się to po zwycięstwie w finale z Sandecją Nowy Sącz, której barwy również reprezentowałeś. Jak oceniasz to spotkanie i postawę Górali na finiszu sezonu?

D.Ch.: Byłem dość blisko pierwszej drużyny i często rozmawiałem z trenerem Włodarskim. Trenowaliśmy w Dankowicach, więc miałem okazję obserwować zespół z bliska. Było widać, że drużyna jest bardzo dobrze przygotowana i znajduje się w wysokiej formie. Byłem przekonany, że ten awans stanie się faktem. Jeśli chodzi o sam finał baraży, moje serce biło podwójnie. Kibicowałem Podbeskidziu, ale Sandecja również zasługiwała na awans. Sam mecz był kapitalny pod każdym względem. Podbeskidzie dominowało w pierwszej połowie i również po przerwie było zespołem lepszym. To zasłużone zwycięstwo i ogromna radość dla całego środowiska. Chciałbym, aby taka atmosfera panowała na każdym meczu. Mam nadzieję, że po awansie do I ligi podobny klimat będzie towarzyszył drużynie regularnie i każdy mecz będzie piłkarskim świętem. Takiego sukcesu w Podbeskidziu od dawna brakowało.

 

SportoweBeskidy.pl: Na koniec, co dałoby Ci większą satysfakcję: ewentualny awans do IV ligi czy świadomość, że pomogłeś rozwinąć się młodym zawodnikom Podbeskidzia?

D.Ch.: Dla mnie priorytetem zawsze jest rozwój zawodników. Jestem po to, by pomagać i przekazywać swoje doświadczenie. Z drugiej strony, jako czynny zawodnik, mam również sportowe ambicje i zawsze zależy mi na sukcesie drużyny. Gram, bo to moja pasja i tak było od zawsze. Mam nadzieję, że do zespołu będzie trafiało coraz więcej zdolnej młodzieży, choć nie jest to łatwe. Wynik jest ważny, bo również buduje zawodników. To sport seniorski, w którym charakter i chęć zwyciężania mają ogromne znaczenie. Tego także trzeba się nauczyć.