SportoweBeskidy.pl: Nerwowo w Cukrowniku w związku z trenerską rezygnacją?

Daniel Poloczek:
Nerwowo może nie, ale nastał trudniejszy czas. Natomiast liczyliśmy, że jednak takiej decyzji o rezygnacji trener nie podejmie w trakcie rundy.

SportoweBeskidy.pl: Ale coś na rzeczy musiało być?

D.P.:
Już jakiś czas temu była mowa o tym, że trzeba trochę zmienić klimat w drużynie, a trener potrzebuje odpocząć po tych intensywnych ostatnich latach. Aczkolwiek nie do końca braliśmy pod uwagę opcję taką, że znajdziemy się w konieczności szukania trenera mniej więcej w połowie rundy wiosennej.

SportoweBeskidy.pl: Wyniki w tej rundzie chyba nie satysfakcjonują nikogo?

D.P.:
To prawda i na tej podstawie można by wyciągać wniosek, że coś nie gra tak, jak powinno.

SportoweBeskidy.pl: Twoim „prezesowskim okiem” gdzie tkwi problem?

D.P.:
Siadł w drużynie mental, bo gdy coś nie idzie to morale siadają i nawet przy chęciach czegoś brakuje, aby wygrywać. Zespół z Leśnej wydawał się w naszym zasięgu i z gry tak to wyglądało, że powinniśmy strzelić gola. Nie mamy jednak skuteczności, rywal zdobywa bramkę i jest podwójnie ciężko.

SportoweBeskidy.pl: Kto pojedzie do Milówki na najbliższy mecz w roli trenera Cukrownika?

D.P.:
Rozmowy są przed nami. Chciałbym, aby był to... Szymon Miłek. Liczę, że zostanie z nami do końca rundy, albo do momentu, gdy znajdziemy kogoś odpowiedniego i pasującego do naszego klubu. Ale to jest moje oczekiwanie. Darzymy się z trenerem wzajemnym szacunkiem, jest poukładanym gościem, który zachowuje się w porządku i wiem też, że klubu w potrzebie nie zostawi. Dla niego, jako ambitnej osoby, to na pewno też nie jest komfortowa sytuacja.

SportoweBeskidy.pl: Trochę dobrych momentów Cukrownik pod wodzą trenera Miłka jednak ma za sobą...

D.P.:
Zgadza się i dlatego jest to trochę ciosy, że jeden z bardziej perspektywicznych trenerów w regionie publicznie wyraził chęć odejścia. Wspięliśmy się z B-klasy do ligi okręgowej, utrzymujemy się w niej z całkiem dobrymi wynikami, gdy weźmiemy pod uwagę cały sezon. Jesienią szliśmy siłą rozpędu po awansie jako beniaminek, a gdzieś to frycowe trzeba jednak moim zdaniem zapłacić. To się dzieje teraz. Wiedzieliśmy, że będzie trudniej, bo też pojawiły się zimą ubytki w naszej kadrze i straciliśmy zawodników wartościowych dla naszego zespołu. Wydaje się jednak, że o pozostanie w lidze nie musimy się martwić, bo nie zakładam, aby nagle drużyny z dołu tabeli zaczęły regularnie wygrywać, choć nie takie cuda w piłce przeżywaliśmy.

SportoweBeskidy.pl: Bez względu na to, co wydarzy się w najbliższych dniach – nowy sezon już z nowym trenerem?

D.P.:
Tak do tego trzeba podejść, bo – jak mówię – ze strony Szymona były sygnały czytelne o pewnym „zmęczeniu materiału”. Chcemy na pewno dalej stawiać na młodzież, dążyć do tego, aby się ogrywała w piłce seniorskiej. Ten kierunek musi być spójny z osobą nowego trenera drużyny, bo rozmów odnośnie tego, co dalej zapewne nie unikniemy. Latem będziemy myśleć o tym, jak to wszystko poukładać.