Derbowi dominatorzy
Mecz wielce wyczekiwany - prestiżowe derby Bielska-Białej! Rekord jego gospodarzem, ale konfrontacja wzbudzająca kibicowskie zainteresowanie rozegrana została w niedzielne popołudnie na Stadionie Miejskim, na co dzień służącym Podbeskidziu.
Biało-zielonym bynajmniej nie należało jednak skazywać na pożarcie, wystarczy odnotować, że jesienią Podbeskidzie pokonali w derbach 3:2. Dziś mieli chrapkę, by ten wyczyn powtórzyć i ponownie utrzeć nosa bielskiemu konkurentowi. Na to nie zanosiło się mniej więcej przez godzinę rywalizacji, z której zadowoleni mogli być podopieczni Marcina Włodarskiego.
To formalni goście byli na wstępie nieco aktywniejsi i znacznie konkretniejsi. W 8. minucie po raz pierwszy defensywie Rekordu dał się we znaki Krzysztof Kolanko, którego strzał zmierzał do siatki, ale w kluczowym momencie interwencję ratunkową wykonał Dariusz Pawłowski. W 20. minucie szczęście przy "rekordzistach" już nie było. Mocne uderzenie Oskara Tomczyka niezbyt dobrze sparował Wiktor Kaczorowski, a wspomniany już młodzieżowy reprezentant Polski był tam, gdzie być powinien, aby wykonać skuteczną dobitkę. Kto wie, czy niżej notowany w tabeli z bielskich zespołów podniósłby się, gdyby w 45. minucie Dalibor Takac z bliska nie wcelował wprost w Kaczorowskiego. Ciosu numer 2 zawodnicy Rekordu uniknęli, a po przerwie - niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - odmianie uległ przebieg boiskowych zdarzeń.
O wyrównanie w premierowym kwadransie mógł się pokusić Mateusz Klichowicz, a był to najlepszy zwiastun wiary w zwycięstwo, obecnej w szeregach biało-zielonych po pauzie. W 63. minucie nic już "Góralom" nie pomogło, gdy nogę po wrzutce Daniela Ściślaka dołożył na dalszym słupku Dawid Mazurek. Piłkarze Podbeskidzia dążyli do odzyskania skromnej przewagi. Czynili to jednak nieporadnie, choć doskonałe szanse mieli, by odnotować te Marcina Urynowicza (70. i 76. minuta) oraz Macieja Górskiego (79. minuta). Każdorazowo na wysokości zadania stawał wybornie dysponowany bramkarz Rekordu.
Swoich szans spychany do defensywy II-ligowiec z Cygańskiego Lasu szukał głównie stałymi fragmentami i... w 85. minucie po zamieszaniu w "16" Jakub Kempny zachował trzeźwość umysłu. Jeszcze na finiszu próbował Wojciech Słomka, ale znów Kaczorowski wykazał się umiejętnościami, gwarantując Rekordowi bezcenny łup "po sąsiedzku".