Do zapomnienia...
Konkursy Pucharu Świata w Japonii często przynoszą niespodziewane rozstrzygnięcia. I o takim można mówić dziś, lecz niestety nie z korzyścią dla polskich skoczków.
Nieoczekiwanie na półmetku konkursu w Sapporo pożegnał się z nim Kacper Tomasiak. Lider polskiej kadry osiągnął 119,5 metra, by zakończyć zmagania na 33. miejscu. Zawodnik LKS Klimczok Bystra z całą pewnością nie mógł zaliczyć swojej próby do udanych, ale nie miał też szczęścia, bo krótko przed jego skokiem obniżono rozbieg.
Mniejszym zaskoczeniem, aczkolwiek także wiadomością "in minus" z beskidzkiej perspektywy, jest szybki koniec zawodów dla Aleksandra Zniszczoła. Już po wylądowaniu na 117 m reprezentant WSS Wisła w Wiśle mógł godzić się ze świadomością, że szansy na poprawę w sobotę nie otrzyma. Lokata 44. oddaje niestety obecną dyspozycję 31-latka.
Na słabszym występie Tomasiaka skorzystał zdobywający awans "rzutem na taśmę" Maciej Kot (124 m). Nieco tylko lepiej w pierwszej serii zaprezentował się Dawid Kubacki (125,5 m). W finale również lepiej poszło temu drugiemu, lądującemu na 126 m. Kotowi zmierzono 123,5 m. Miejsca? Odpowiednio 25. dla Kubackiego i 29. dla jego reprezentacyjnego kolegi.
Wszystkim konkurentom miejsce w szeregu pokazał natomiast lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Domen Prevc. Fenomenalne 141 m w finale konkursu (132 m w premierowej z prób) dało pewne zwycięstwo, przed znakomitymi dziś Japończykami - Naoki Nakamurą (134 m i 132,5 m) i Renem Nikaido (130 m i 129,5 m), którzy znaleźli się ponad... 20 punktów za triumfatorem. Na 4. miejsce spadł prowadzący w połowie rywalizacji Austriak Jan Hoerl.