Dominik Chmielniak: Przechodzimy najlepszy okres w historii pod względem rozwoju klubu
Historia, która zaczęła się od chodzenia na mecze z tatą, a dziś jest symbolem lokalnego futbolu. Dominik Chmielniak to w KS-ie Bestwinka nie tylko bramkarz, ale też trener, działacz i jedna z najważniejszych postaci klubu. O ponad dwóch dekadach spędzonych przy boisku, kulisach funkcjonowania drużyny i obecnym sezonie w ligi okręgowej opowiada w rozmowie z naszym portalem.
SportoweBeskidy.pl: Ile trwa już Twoja przygoda w KS Bestwinka? „Łączy nas Piłka” wskazuje, że od 2009 roku, ale czy na pewno?
Dominik Chmielniak: Moja przygoda z piłką w KS Bestwinka trwa już około 25 lat. Wszystko zaczęło się od chodzenia na mecze z tatą, który również bronił barw Bestwinki. On grał, a ja byłem małym kibicem. Później, w wieku 9 lat, razem z kolegami poszliśmy na trening trampkarzy, bo wtedy nie było młodszych kategorii wiekowych. Trenowaliśmy z dużo starszymi zawodnikami. Na początku, jak większość chłopaków, chciałem strzelać bramki, ale niespecjalnie mi to wychodziło (śmiech), dlatego uznaliśmy, że - podobnie jak u taty - pozycja bramkarza będzie dla mnie odpowiednia. I tak to się zaczęło. Pod koniec wieku trampkarza przeszedłem do Pasjonata Dankowice. Następnie trafiłem do SMS/Podbeskidzia Bielsko-Biała, a po ukończeniu liceum spędziłem dwa sezony w seniorach Sokoła Zabrzeg, skąd w 2007 lub 2008 roku wróciłem do Bestwinki.
SportoweBeskidy.pl: W klubie uchodzisz za człowieka-instytucję. Jesteś bramkarzem, trenerem grup młodzieżowych, odpowiadasz za zgłoszenia zawodników. Skąd taka potrzeba działania na rzecz lokalnej społeczności?
D.Ch.: Jestem związany z Bestwinką od dziecka, a boisko to mój drugi dom (śmiech). Zawsze, jeśli tylko mogę, staram się pomagać. Zawodnikiem byłem od zawsze, a po ukończeniu studiów zostałem trenerem juniorów. Gdy dołączyłem do zarządu klubu, doszły kolejne obowiązki. Żeby takie kluby z małych miejscowości mogły funkcjonować, potrzebni są ludzie z pasją i zaangażowaniem. Na szczęście w Bestwince takich osób nie brakuje.
SportoweBeskidy.pl: Jeśli chodzi o aspekt stricte piłkarski, przeżyłeś już niemal wszystko, były awanse, były spadki, a nawet występy w polu. Który moment pamiętasz najbardziej?
D.Ch.: Przez te wszystkie lata uzbierało się sporo wspomnień. Najbardziej utkwił mi w pamięci pierwszy awans do ligi okręgowej. Toczyliśmy wtedy zaciętą walkę z drugą drużyną Rekordu, a kluczowa była bramka Rafała Dawidka zdobyta z połowy boiska, która dała nam remis. Zdarzało mi się też występować jako zawodnik z pola, zarówno w A klasie, jak i lidze okręgowej. Jak już wspominałem, napastnikiem byłem raczej przeciętnym (śmiech), ale dzięki szybkości grywałem na skrzydle i nawet udało mi się zdobyć kilka bramek (śmiech). Najgorszym momentem był zdecydowanie spadek do B klasy.
SportoweBeskidy.pl: A czy zaryzykujesz stwierdzenie, że obecnie przechodzicie najlepszy okres w historii klubu?
D.Ch.: Pod względem rozwoju klubu wydaje mi się, że tak. Mamy dobrze funkcjonujące struktury, dużo dzieci trenujących piłkę, o co dba trener Waldemar Fluder wraz z rodzicami. Do tego dochodzi grupa juniorów w II lidze śląskiej oraz dwie drużyny seniorskie w B klasie i lidze okręgowej. A jeśli chodzi o moje występy w bramce, to chyba też mogę być zadowolony (śmiech).
SportoweBeskidy.pl: Co sprawiło, że drużyna, która miała walczyć o utrzymanie, zajmuje obecnie 6. miejsce w lidze okręgowej?
D.Ch.: Sytuacja w tabeli jest taka, że przewodzimy grupie zespołów goniących czołówkę, ale różnica między nami a strefą spadkową to zaledwie sześć punktów, więc cały czas musimy być skoncentrowani na naszym celu, jakim jest utrzymanie. Szkoda kilku meczów z poprzedniej rundy, w których nie byliśmy gorsi, a mimo to traciliśmy punkty. Naszą największą siłą jest kolektyw, połączenie doświadczenia starszych zawodników, takich jak Grzegorz Sztorc czy kapitan Wojciech Lisewski, z młodzieńczą energią pozostałej części drużyny. Duże znaczenie ma też atmosfera i praca trenera Marcina, który to wszystko spaja.
SportoweBeskidy.pl: Wygrana z Fortuną była Waszym pierwszym zwycięstwem u siebie w tym sezonie. Lepiej czujecie się w roli gości?
D.Ch.: Rzeczywiście, w końcu udało się wygrać pierwszy mecz na naszym boisku. Kiedyś była to nasza twierdza. Lubimy grać u siebie, przy licznie zgromadzonych kibicach, którzy wspierają nas także na wyjazdach, ale w tym sezonie brakowało nam u siebie szczęścia i koncentracji w końcówkach. Były mecze, jak z Pasjonatem Dankowice czy LKS Studzionka, w których prowadziliśmy, a mimo to nie potrafiliśmy dowieźć zwycięstwa. Wygląda na to, że wyjazdy bardziej nam służą, ale liczę, że po tym przełamaniu będzie już lepiej i damy więcej radości tym kibicom, którzy nie jeżdżą z nami na mecze wyjazdowe (śmiech).
SportoweBeskidy.pl: Bardzo rzuca się w oczy statystyka rzutów karnych. Na 10 strzałów na Twoją bramkę obroniłeś aż 7. Trenujesz ten element, masz jakiś patent?
D.Ch.: Zawsze powtarzałem, że wolę bronić rzuty karne, gdzie jestem sam na sam z przeciwnikiem, niż rzuty wolne (śmiech). W tym sezonie układa się to dla mnie bardzo dobrze i oby tak zostało (śmiech). Nie trenuję tego w jakiś szczególny sposób, bo w moim wieku trzeba już bardziej dbać o zdrowie (śmiech). Nie mam też konkretnego patentu, stawiam na obserwację zawodnika i odrobinę szczęścia.
SportoweBeskidy.pl: Żeby nie było zbyt kolorowo, co jeszcze wymaga poprawy w klubie?
D.Ch.: Chcemy poprawić komunikację z rodzicami i jeszcze bardziej zaangażować ich w życie klubu. Żeby się rozwijać, potrzebujemy młodych zawodników, którzy będą zasilać kolejne drużyny, ale także ludzi chętnych do działania, a o takich coraz trudniej.
SportoweBeskidy.pl: Na koniec, kto Twoim zdaniem zostanie mistrzem ligi okręgowej i kto będzie walczył o utrzymanie?
D.Ch.: Myślę, że o mistrzostwie zdecyduje bezpośredni mecz Pasjonata Dankowice z Iskrą Pszczyna, bo obie drużyny idą łeb w łeb i rzadko tracą punkty. Trzymam kciuki za sąsiadów z Dankowic. Jeśli chodzi o utrzymanie, to sytuacja jest bardzo wyrównana i wszystkie zespoły od 6. miejsca w dół będą walczyć do końca. Wierzę, że nam uda się zapewnić sobie utrzymanie nieco wcześniej, tak aby końcówkę sezonu rozegrać bez presji.
Dziękuję i pozdrawiam wszystkich kibiców bielsko-tyskiej ligi okręgowej.