Domowy niedosyt
Nie tak ostatni mecz w roli gospodyń w sezonie 2025/2026, skądinąd bardzo udanym, wyobrażały sobie piłkarki bielskiego Rekordu.
Jesienią „rekordzistki” do spółki z zawodniczkami krakowskiego UJ-u stworzyły widowisko pełne fajerwerków. Nie dość, że losy spotkania drastycznie się zmieniały, to jeszcze kibice obejrzeli wówczas 8 goli, a drużyny opuściły boisko względnie w równym stopniu ukontentowane rozstrzygnięciem remisowym. Faworytek rewanżu należało upatrywać w ekipie z Cygańskiego Lasu, choćby z racji dobrej dyspozycji i zakusów, by sezon Ekstraligi zakończyć jednak na znakomitym 5. miejscu. Przyjezdne mogły wraz ze zgarnięciem maksymalnej zdobyczy wydostać się, przynajmniej tymczasową, na 9. pozycję w tabeli. I właśnie ta opcja przy Startowej ziściła się...
– To był mecz dla koneserów piłki nożnej. W przerwie spotkania uczulałem drużynę, że to będzie mecz jednej bramki. Długo wierzyłem, że to my przechylimy szalę na naszą stronę. Nadzialiśmy się jednak na kontratak, po którym sędzia podyktowała rzut wolny, z którego straciliśmy bramkę – komentuje Mateusz Żebrowski, szkoleniowiec zawodniczek Rekordu, odnosząc się do spotkania dla klubowej strony.
Wspomniany moment kluczowy dla finalnego rozstrzygnięcia to minuta 86. Głową futbolówkę w siatce ulokowała wówczas Emilia Sabuda, niwecząc aspiracje gospodyń na domowy skalp numer 4 w kończącym się sezonie. Poniekąd zemściły się wówczas zmarnowane szanse Bielszczanek, bo uderzenia Nikoli Dębińskiej mogły w przypadku nieco większej precyzji zmusić do kapitulacji Natalię Pydych. Po owych zdarzeniach, jak i innych bielskiej drużyny w ofensywie, pozostał wyłącznie niedosyt.