Dotkliwa lekcja
Każdą zdobycz przywiezioną przez Górala Istebna z Goczałkowic należałoby rozpatrywać w kategorii sukcesu.
– Wypunktowali nas swoją dojrzałością. Praktycznie wszystkie akcje bramkowe to prostopadłe podania, za którymi nie nadążaliśmy i wykończenia już w łatwych sytuacjach. Rywal pokazał jakość, ale miał też posiłki z „jedynki”, co było widać. Dla nas to lekcja, że mając swoje okazje na tym poziomie, trzeba je wykorzystywać – komentuje Dariusz Rucki, grający szkoleniowiec Górala, który z Goczałkowic powrócił z obfitym bagażem goli straconych.
Wcale jednak srogim pogromem mecz skończyć się nie musiał. Owszem – gospodarze byli stroną przeważającą i budującą częściej ofensywne akcje, ale defensywa zespołu z Istebnej mądrze większość prób rozbijała. Góral wypracował sobie także świetną szansę po szarży lewym skrzydłem Marka Tabacarza, którego strzał poszybował jednak nad poprzeczką. W 28. minucie stało się to, co nieuchronne, a Dominik Polacek skapitulował po uderzeniu Mateusza Bąka. Odpowiedź gości mógł przynieść strzał przewrotką Andrzeja Łacka, ale i tym razem precyzji zabrakło. Zawodnicy „dwójki” byli za to bezlitośni, w odstępie kilku minut aplikując Góralowi... 3 gole. Swoje indywidualne łupy z sobotniej potyczki zainicjował Bartłomiej Piworowicz, wśrod strzelców zaistniał również dobrze znany w naszym regionie z występów w Stali-Śrubiarnia Szymon Habla. W tzw. międzyczasie Dawid Colik ostemplował poprzeczkę uderzeniem lewą nogą po kornerze.
W drugiej połowie nie wydarzyło się na murawie nic dobrego z perspektywy beniaminka z Istebnej. Szokujący był fragment między 53. a 55., kiedy golkiper Górala aż 3-krotnie sięgać musiał „za kołnierz”. Po godzinie na boisku zameldował się nawet eks-reprezentant Polski Łukasz Piszczek, ale tempo spotkania było już bardziej „piknikowe”. W 90. minucie padła bramka, która przypieczętowała przegraną gości w kolosalnych rozmiarach. Dodać należy jednak, niejako tłumacząc problemy w defensywie, iż linia obrony była tym razem wyjątkowo zdekompletowana.