Dramaturgia w Skoczowie trenerskim dwugłosem
Ciekawe otwarcie futbolowej wiosny na szczeblu V ligi miało miejsce w Skoczowie. Tamtejszy Beskid stworzył wraz z gośćmi z Wilkowic widowisko godne przypomnienia.
Po nieco ponad 30. minutach wszystko zdawało się przemawiać za gospodarzami, którzy wysforowali się na 2-bramkowe prowadzenie. Wystarczył jednak kwadrans po wznowieniu rywalizacji, by role o tyle diametralnie się odwróciły, że piłkarze GLKS Nacomi wyrównali i poczuli przysłowiowy wiatr w żagle. Poniekąd w tych okolicznościach za zaskakujące można uznać to, że w końcowym rozrachunku wszystkie punkty powędrowały na konto Beskidu po rozstrzygającym trafieniu Karola Morcinka.
– My ten mecz powinniśmy wcześniej rozstrzygnąć na swoją korzyść, tymczasem sami daliśmy rywalowi „życie”, popełniając bardzo proste błędy przy wyprowadzaniu piłki. Nie zagraliśmy z należytą ostrożnością – zaznacza Bartłomiej Konieczny, szkoleniowiec V-ligowca ze Skoczowa. – Można było się podłamać tym, że kontrolując w pełni grę do przerwy, w krótkim czasie wypuściliśmy przewagę. Chwała dla chłopaków, że wyszli z opresji i podnieśli się w tym dość dziwnym meczu. Cóż, podsumujmy to tak, że zwycięzców się nie sądzi – klaruje trener Beskidu.
– Pierwsza połowa całkowicie do zapomnienia. 25. minut po zmianie stron było w naszym wykonaniu niemal perfekcyjne, gdy przejęliśmy inicjatywę. Ale później znów daliśmy się zepchnąć. Rywal zagrał odważniej, a my nie wykorzystaliśmy jednak właściwie obecności na boisku zawodników do kontrowania – analizuje szkoleniowiec Wilkowiczan Krzysztof Bąk, który przyczyn porażki nie dopatruje się w obecności w szeregach swojego zespołu licznej grupy piłkarzy dołączających do GLKS Nacomi krótko przed inauguracją. – Ktoś mógłby na moim miejscu powiedzieć, że potrzeba więcej czasu, aby się lepiej zgrać. A ja powiem, że my potrzebujemy punktów. Mogło to wyglądać też tak, że Beskid bardziej chciał te punkty „podnieść” z murawy. U nas były stare błędy defensorów, jakieś niezdecydowanie bramkarza i tak gole traciliśmy. Nie ma co robić tragedii z tej porażki, tylko szybko się poprawić – dopowiada Bąk.