Za bielszczanami przemawiała niemal każda statystyka w starciu z Ruchem. Ataki, strzały, strzały celne... Trudno było jednak coś wskórać, gdy istny "dzień konia" miał bramkarz Ruchu, Paweł Pstrusiński - absolutny MVP tego spotkania. Taki jest czasem los faworyta... 

 

Premierowa odsłona upłynęła bez goli i bez większej historii. Sytuacji bramkowych było niewiele, ale... były. Dwie dobre szanse po stronie Rekordu miał Srdjan Ivanković. Jeśli chodzi o zagrożenie ze strony gospodarzy, najbardziej czujność Michała Kałuży sprawdził jego były kolega z drużyny, Łukasz Biel, który "huknął" z lewej nogi, ale jeszcze lepszą interwencją wykazał się bramkarz Rekordu. 

 

Brak skuteczności oraz świetna dyspozycja bramkarza Ruchu sprawiły, że Rekord bił głową w "mur" w drugiej części. Wspominaliśmy o strzałach celnych Rekordu - było ich dokładnie 21 po zmianie stron. W 39. minucie jednak Kanu w końcu przełamał strzelecki impas biało-zielonych, wykorzystując podbramkowe zamieszanie po piłce bitej przez Mikołaja Zastawnika. Chwilę wcześniej jednak to Ruch niespodziewanie prowadził, po tym jak Michał Tkacz sfinalizował kontratak swojej drużyny i pierwszy podział punktów Rekordu stał się faktem.