Obie drużyny narzuciły wysokie obroty, nie odpuszczając ani na moment. Nerwowo w mecz weszli gospodarze, co szybko próbowali wykorzystać gracze Constractu. Już w pierwszych minutach goście stworzyli dwie groźne sytuacje, ale świetnie między słupkami spisywał się Michał Kałuża, a w jednej z akcji z pomocą przyszedł Paweł Budniak, wybijając piłkę sprzed linii bramkowej. W końcu przyjezdni znaleźli sposób na defensywę Rekordu. Po stałym fragmencie gry Pedrinho idealnie dograł do Pedro Pereiry, który otworzył wynik spotkania.

 

Bielszczanie odpowiedzieli błyskawicznie i w podobny sposób. Dośrodkowanie Budniaka z rzutu rożnego sprawiło sporo problemów Kacprowi Sendlewskiemu, który niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Końcówka pierwszej połowy była prawdziwą wymianą ciosów. Najpierw po efektownej akcji i sprytnym zagraniu piętą Franco Spellanzona, Miguel Kenji dał prowadzenie Rekordowi. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo już chwilę później Pedrinho doprowadził do wyrównania.

 

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Obie drużyny toczyły twardy bój, w którym momentami dominowała walka nad futsalową finezją. Kluczowy moment wydawał się nadejść w 34. minucie, gdy czerwoną kartką za uderzenie Martina Došy ukarany został David Mataja. Rekord miał szansę przechylić szalę zwycięstwa, grając w przewadze, jednak nie zdołał tego wykorzystać, wszak decydujące fragmenty należały do gości. W 37. minucie Savio Valadares wykorzystał zamieszanie pod bramką i wyprowadził Constract na prowadzenie. Rekord odpowiedział błyskawicznie, po świetnej zespołowej akcji Kenji i Guilherme Kadu doprowadzili do remisu. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, po kilkunastu sekundach ponownie dał o sobie znać Valadares, wykorzystując błąd w ustawieniu defensywy gospodarzy.

 

Ostatecznie Constract wygrywa w Bielsku-Białej 4:3 i przed rewanżem znajduje się w nieco lepszej sytuacji. Sprawa trofeum pozostaje jednak otwarta. Tym bardziej że Rekord w przeszłości udowadniał, iż potrafi wygrywać na trudnym terenie w Lubawie...