Festiwal rzutów karnych
Ciekawy przebieg miało pucharowe starcie Koszarawy Żywiec z Sokołem Słotwina, a jego zakończenie nastąpiło już po upływie regulaminowego czasu gry.
Wyłącznie z rzutów karnych gole strzelali piłkarze obu drużyn. Reprezentant A-klasy w 72. minucie objął prowadzenie. „Z wapna” sprawiedliwość po ręce w polu karnym wymierzył niezawodny Kacper Piórecki. Sokół wyrównał w 89. minucie. Stały fragment na bramkę przedłużającą mecz zamienił Rafał Hałat, wcześniej Żywczanie przewinili w „16” wobec Seweryna Caputy.
Wspomniane „fanty” były jedynymi, jakie kibice w Żywcu obejrzeli w trakcie 90-minutowej batalii. Kwestię awansu do ćwierćfinału na szczeblu podokręgu rozstrzygnęła toteż seria rzutów karnych. W nich wszystko szło perfekcyjnie po myśli strzelców aż do ostatniego uderzenia z 11. metrów. Intencje Caputy wyczuł Michał Stasica, w ślad za tym Koszarawa przebrnęła niespodziewanie do następnej fazy Pucharu Polski.
Wskazywanie na zaskoczenie względem końcowego rezultatu ma pokłosie nie tylko w wyższej klasie rozgrywkowej zespołu ze Słotwiny, ale i przebiegu konfrontacji. – W pierwszej połowie sytuacji stworzyliśmy sobie na tyle dużo, aby to spotkanie w zasadzie już przechylić na naszą korzyść – uważa grający trener przyjezdnych Przemysław Jurasz. Po 2 wyborne szanse mieli w tym fragmencie Hałat i Krzysztof Janik, również Michał Talik i sam Jurasz bliscy byli powodzenia, czyniąc spore spustoszenie akcjami w bocznych sektorach boiska. W szeregach Koszarawy aktywnością wykazywał się zwłaszcza Piórecki.
Po przerwie, zanim padły wreszcie gole w równym wymiarze, gra się jeszcze mocniej otworzyła, a Słotwinianie żałować mogli choćby pojedynków Kamila Urbańca z golkiperem gospodarzy, z których ten drugi wychodził zwycięsko.