„Finały się wygrywa, a nie tylko w nich gra”
Do Łękawicy pojechało przechodnie trofeum Pucharu Polski w następstwie świątecznego finału. Podobnie było w ubiegłej edycji rozgrywek na Żywiecczyźnie.
Orzeł ugruntował swoją pozycję futbolowego hegemona na Żywiecczyźnie, choć pucharowy finał przeciwko Stali-Śrubiarnia nie był dla IV-ligowca żadnym spacerkiem. – Zacząłbym od tego, że finały się wygrywa, a nie tylko w nich gra. Tu najważniejszy jest efekt końcowy i to, kto ten puchar po zakończeniu meczu podnosi – uważa Krzysztof Wądrzyk, szkoleniowiec zespołu z Łękawicy. – Jesteśmy już na końcowym etapie jesieni, a to taki okres, że żadna drużyna nie jest w optymalnym składzie, co z kolei może rzutować na grę. Tym bardziej cieszy, że mimo swoich problemów zrobiliśmy to, co powinniśmy. Mecz miał fajną otoczkę, pojawiło się dużo widzów, a jak na tę porę roku i okoliczności nie należał moim zdaniem do słabych – kontynuuje.
Spotkanie w Cięcinie przebiegło wedle scenariusza pomyślnego dla jego faworyta. Trafienia Seweryna Caputy i Adriana Rakowskiego dały Orłowi przewagę do przerwy, odpowiedź Radosława Lejawy uczyniła starcie emocjonującym po pauzie, ale wygraną łękawiczan przypieczętował w doliczonym czasie gry Marcin Wróbel. – Pierwsza połowa pod nas, w drugiej gol kontaktowy dodał wyraźnie wiary piłkarzom Śrubiarni. Ale mogliśmy nieco wcześniej ten mecz „zamknąć”, podejmując inne wybory, gdy zbliżaliśmy się pod bramkę przeciwnika – komentuje Wądrzyk. – Puchary mają to do siebie, że niżej klasyfikowane zespoły się mobilizują i tak było, ale mimo tego zdołaliśmy obronić trofeum na poziomie podokręgu. Był to jeden z celów na kończącą się jesień, abstrahując od tego, że to liga jest dla nas najważniejsza – dodaje szkoleniowiec ekipy z Łękawicy.