Ostatnie potyczki z Beskidem przynosiły albo zwycięstwa Błyskawicy, albo też podziały łupów. Toteż nie należało raczej oczekiwać łatwej przeprawy dla faworyzowanych gości. Zaprezentowali się tymczasem bardzo solidnie, a ofensywne dążenia byli w stanie przełożyć na bramki. Tego samego w żadnej mierze nie można powiedzieć o Drogomyślanach.

Już na początku Konrada Krucka usiłował zaskoczyć po rzucie z autu Krzysztof Koczur. Próbę zdobycia prowadzenia dla Błyskawicy rosły napastnik podjął też w 18. minucie, ale tym razem zamykając dośrodkowanie z rzutu rożnego obił słupek. Interwencja golkipera gości zapobiegła otwarciu wyniku po strzale Jakuba Laskowskiego. Skoczowianie też oddawali groźne uderzenia. Patryk Zapała zmuszony do poważnego wysiłku został przy zagraniu Krzysztofa Surawskiego z 37. minuty. Mocnym akcentem podopieczni Bartłomieja Koniecznego zdołali połowę zamknąć. Wojciech Padło obsłużył Piotra Kojmę, który precyzyjnie przymierzył zza „16”.

Kiedy na wstępie drugiej połowy Michał Pietraczyk wykorzystał dogranie Kojmy i przelobował Zapałę, entuzjazm po stronie Błyskawicy całkowicie opadł. – Gol na 2:0 podciął nam skrzydła, za moment przyjęliśmy kolejny cios od bardzo konkretnego dziś przeciwnika i było po emocjach – przyznaje trener gospodarzy Krystian Papatanasiu.

Niejako konsekwencją przewagi Beskidu było w 55. minucie podwyższenie zaliczki przez Pietraczyka, dobijającego akcję Piotra Dyczka. A gdy rywalizacja zbliżała się do nieuchronnego końca sukces ekipy ze Skoczowa przypieczętował efektownym rzutem wolnym Pietraczyk. Beskid bliski jest ukończenia sezonu tuż za podium. O tyle nie jest to zaskoczenie, iż ostatnie wygrane nad aktualnym liderem i wiceliderem V ligi potwierdzają potencjał i formę drużyny.