Futbol totalnie radosny
Na brak emocji kibice przyglądający się konfrontacji Drzewiarza Jasienica z LKS-em Czaniec nie mogli narzekać. Oba zespoły zafundowały sobie jedną z najefektowniejszych kanonad w całym sezonie V-ligowych.
– Dziwny mecz to był i taki radosny futbol, choć właściwie to trudno wytłumaczyć do końca skąd wzięła się aż dwucyfrowa liczba bramek. Wyglądaliśmy w nim naprawdę dobrze z przodu, a jednocześnie co rywal zbliżał się pod naszą bramkę, to strzelał nam gola – klaruje Konrad Kuder, grający trener Drzewiarza, który w kontekście punktowych zdobyczy musiał obejść się smakiem.
Minął niespełna kwadrans i gospodarze... przegrywali 0:2. Wyrzut z autu Filipa Moiczka przyniósł zgranie Oleksandra Apanchuka i wykończenie Sebastiana Wiśniowskiego. W 12. minucie mimo ostrego kąta „lukę” znalazł Filip Handy. Jasieniczanie odpowiedzieli kornerem w 23. minucie i uderzeniem Szymona Królaka, ale po upływie nieco ponad 10-minutowego fragmentu zrobiło się 1:4 po trafieniach Wiśniowskiego i Apanchuka. Na tym wymiana ciosów przed przerwą nie zakończyła się, bowiem w 39. minucie Królak z pojedynku z Konradem Adameckim wyszedł zwycięsko.
Ani na moment gra nie uspokoiła się, gdy zespoły powróciły na murawę, a plan remontady Drzewiarza zainicjował w 47. minucie Królak. Hat-tricka napastnik skonsumował po zagraniu Macieja Kaczmarczyka wzdłuż bramki gości. I kiedy w istocie zanosiło się, że możliwe jest rychłe wyrównanie, natychmiast pomyłkę Filipa Nowaka na gola zamienił Wiśniowski, dorównując najskuteczniejszemu z Jasieniczan w strzeleckich łupach. 65. minuta to już celna główka Apanchuka po dośrodkowaniu Moiczka, która... zmobilizowała zawodników Drzewiarza. W 73. i 81. minucie do grona autorów bramek dołączył Kaczmarczyk, ale licznik tuż przed tuzinem ostatecznie się zatrzymał, choć obie strony na ofensywnej batalii wcale nie poprzestały.