Goli pod dostatkiem. Snajper trafił 5-krotnie
Po pewny awans pucharowy sięgnęli w Pogwizdowie piłkarze Cukrownika Chybie, którzy wykorzystali sporą część stworzonych sobie sytuacji bramkowych.
Strzelanie rozpoczął zawodnik, który okazał się „królem polowania”. W 19. minucie bramkarza rezerw Olzy pokonał Łukasz Kot, rozpoczynając indywidualny popis. Przed przerwą na jego koncie pojawiły się jeszcze 2 inne gole – w 39. minucie po świetnym prostopadłym podaniu Szymona Janoty oraz w 43. minucie, gdy nie zaprzepaścił rzutu karnego. Było też trafienie z 24. minuty dla Cukrownika, ale to już dzieło Daniela Zielonki, który główkował celnie po „centrze” Alana Zioło. Chybianie dominowali też krótko po pauzie. Kot swój licznik wyśrubował ostatecznie do imponujących 5 trafień, a w 64. minucie łączny dorobek gości sfinalizował Radosław Gabzdyl. W 80. minucie dla odmiany o zasłużonego gola honorowego dla b-klasowicza postarał się Kamil Pieczonka.
Czy efektowne zwycięstwo w Pucharze Polski stanowi powód do szczególnego zadowolenia w szeregach reprezentanta „okręgówki”? – Z boiska różnica klas była widoczna, aczkolwiek rywal na ile mógł próbował się przeciwstawić. My zagraliśmy poprawnie, choć stać nas na więcej. Tworzyliśmy sobie sytuacje, ale skuteczność wciąż idealna nie jest – mówi Szymon Miłek, szkoleniowiec Cukrownika. – Po zmianach w składzie, gdy wynik był przesądzony i bardzo dla nas korzystny, nie wyglądaliśmy tak, jakbym chciał. Liczymy na wszystkich zawodników z naszej kadry, aby w równym stopniu dawali jakość drużynie. Tym bardziej w tym przypadku, na tle zmęczonego i leżącego na deskach przeciwnika, powinniśmy pokazać coś więcej – dodaje analitycznie trener zwycięzców potyczki z Olzą II.
W ekipie z Chybia zagrali już bracia Jakub i Kacper Szweblikowie, którzy zostali wypożyczeni do klubu z czechowickiej Trójki. Zabrakło za to Macieja Plinty i Mateusza Byrczka, którzy dołączyli do grona piłkarzy rozstających się tego lata z Cukrownikiem.