Historia lubi się powtarzać
W ubiegły weekend piłkarze z Pietrzykowic do czasu dotrzymywali kroku „trójce” bielskiego Rekordu. Wedle podobnego scenariusza upłynęła testowa rywalizacja z młodzieżą Podbeskidzia.
Do godziny na boisku w Czechowicach-Dziedzicach toczyła się równorzędna walka, a rezultat 2:2 nie dawał wskazania na żadną ze stron. Bory prowadzenie zdobyły w 28. minucie, gdy w pole karne wpadł Rafał Duraj i podał w kierunku Damiana Tomiczka. Futbolówka w zamieszaniu odbiła się jednak od obrońcy Podbeskidzia i wpadła do siatki. W 35. minucie był remis. Złą decyzją o pressingu podjął Kacper Biegun i choć strzał został przez Wiesława Arasta obroniony, to dobitka ugrzęzła niechybnie w siatce.
Druga połowa to z kolei szybki zysk Bielszczan. W pozornie niegroźnej sytuacji faulu na skraju „16” dopuścił się Biegun, a rzut karny przeciwnik wykorzystał. Odpowiedź Borów nastąpiła w 57. minucie. Dobre przejęcie Arasta, umiejętne zachowanie Dawida Zonia, który „uruchomił” Adriana Dobiję i wreszcie finalizacja R. Duraja, który ze stoickim spokojem położył na murawie golkipera Podbeskidzia. Od tego momentu zespół z Pietrzykowic od przeciwnika już odstawał, „odjeżdżając” po trafieniach z rzutów rożnych, gdy w bliźniaczy sposób po wrzutkach na dalszy słupek zawodnicy Borów nie zachowali należytej czujności.
– Problemem największym nie było tempo gry rywala, ale nasze błędy indywidualne. W miarę zdobywania kolejnych bramek przez Podbeskidzia traciliśmy też wyraźnie zapał do walki – zaznacza Marek Makarewicz, szkoleniowiec Borów, dodając: – Nie mamy w trakcie tych przygotowań stabilizacji kadrowej w obronie, co przekłada się na sporą ilość traconych goli. Pracujemy dalej, a co najlepsze... zostawiamy na ligę.