Hokejowe rozstrzygnięcie
Nie zabrakło goli w Pietrzykowicach, a wynik końcowy może nieco mylnie wskazywać na „stykową” rywalizację.
Ekipa z Pietrzykowic w 12. minucie szybko przeciwnika „napoczęła”. Spóźnienie jednego z obrońców Cukrownika wykorzystał junior Damian Pyrek, który zewnętrzną częścią stopy przymierzył przy słupku. Początek był zatem z perspektywy gospodarzy okazały, choć na dalsze zyski przed przerwą nie znalazł przełożenia.
Golami za to „sypnęło” po zmianie stron, a obie drużyny były w tym względzie równie produktywne. Mierzone uderzenie Pyrka zza „16” zapewniło Borom podwyższenie wyniku w 54. minucie, a bardzo znaczącą zaliczkę osiągnęli, gdy dogranie Gabriela Duraja na 5. metr ze spokojem wykorzystał Rafał Duraj. Cukrownik doczekał się swojego momentu w 80. minucie za sprawą Radosława Gabzdyla, ale niemal natychmiast odpowiedział G. Duraj. Zamiast jednak wysokiego zwycięstwa faworyta, doszło do nerwowej końcówki. – Chyba za wcześnie dopisaliśmy sobie 3 punkty i zaczęły się problemy. Za bardzo atakowaliśmy i odkrywaliśmy się, a przeciwnik to wykorzystywał – mówi Marek Makarewicz, szkoleniowiec Borów.
Sam finisz to wart przyklaśnięcia zryw gości z Chybia. Daniel Zielonka pokonał Sławomira Raczka po asyście Gabzdyla, który jako jedna z najjaśniejszych postaci w szeregach Cukrownika w doliczonym czasie do regulaminowego ustalił jeszcze wynik na 4:3 dla faworyta. – Dużej różnicy w grze między nami a wiceliderem ligi na boisku nie było. Zarysowała się ona w sytuacjach strzeleckich, bo gdy już Bory były blisko pola karnego, to potrafiły nam zagrażać. Z kolei nam przychodziło to z większym trudem. Podnieśliśmy się w końcówce mentalnie i dążyliśmy do poprawy wyniku, co daje nam dużo entuzjazmu na ostatnie mecze – zaznacza Szymon Miłek, szkoleniowiec Cukrownika.