Horror ze zwrotem akcji
Nie jest to łatwy początek sezonu ekstraklasowego dla futsalistów bielskiego Rekordu...
Fani futsalu, którzy zgromadzili się w hali "Widok" w sobotni wieczór, doskonale wiedzieli, że goście nie będą mieli dla wielokrotnych mistrzów Polski nadmiernego respektu. Ot przecież, nie tak dawno dokonali nie lada sztuki, pokonując 3:2 faworyzowany Constract Lubawa na jego terenie. O kolejną niespodziankę zaciekle starali się przed przerwą. Fakt - w 3. minucie rezultat planowo z punktu widzenia bielszczan otworzył Franco Spellanzon, który efektownym półwolejem spuentował idealną wrzutkę Pawła Budniaka, ale na finiszu premierowej odsłony Matheus Inacio znalazł drogę do siatki ekipy z Cygańskiego Lasu, gwarantując równe zdobycze na półmetku.
"Rekordziści" powrócili na parkiet odpowiednio zmotywowani, aby możliwie szybko odzyskać prowadzenie. Liczne ofensywne próby musiały przełożyć się na gole. Gospodarze egzekwowali m.in. cały szereg stałych fragmentów, po których Bartosz Piotrowski musiał z najwyższym kunsztem bronić uderzenia Srdjana Ivankovicia. W 25. minucie golkiper świecian nic do powiedzenia nie miał. Po długim podaniu Michała Kałuży z piłką przytomnie odwrócił się Michał Marek i nic sobie nie robiąc z asysty obrońcy rywala, "zdjął pajęczynę" z bramki Futsalu Świecie. Przyjezdnych najwyraźniej to zdeprymowało, bo w krótkim odstępie czasu przyjęli kolejne "gongi". Po prostej stracie Kadu dograł do Spellanzona, który uderzył celnie, a za moment po wznowieniu gry z autu w sposób z pozoru niegroźny, a finalnie zaskakujący dla golkipera gości - przymierzył w 27. minucie na 4:1 Doša...
Słowak zaistniał w meczowym protokole wtórnie w 36. minucie jako autor... "swojaka" po kornerze, co stało się zalążkiem nieszczęść dla Rekordu. Wspomniana zdobycz zmieniła nastroje obu drużyn, bo zawodnicy rewelacyjnego ekstraklasowego beniaminka ewidentnie uwierzyli, że coś jeszcze są w stanie wskórać. Tym bardziej, że w 38. minucie Kałużę z rzutu karnego mocnym strzałem pokonał Krzysztof Elsner. Przy wzmożonych dążeniach przyjezdnych nic z zaliczki nie pozostało w 39. minucie, kiedy Davidson Silva głową doprowadził do zgoła sensacyjnego remisu.