IV-ligowiec gra dalej, V-ligowiec ma czego żałować
Były emocje, zwłaszcza w drugiej połowie, była też ambitna postawa jasienickiego Drzewiarza, ale to zespół wyżej notowany w ligowej hierarchii pozostał w pucharowych rozgrywkach na szczeblu Śląskiego Związku Piłki Nożnej.
- Wiele nam do sprawienia niespodzianki nie zabrakło. Nie byliśmy gorsi od IV-ligowca, a wręcz przeciwnie - zwłaszcza w drugiej połowie to my lepiej się prezentowaliśmy długimi fragmentami - mówi Konrad Kuder, grający trener Drzewiarza.
Gospodarze na wstępie musieli jednak odpierać ataki piłkarzy Ruchu Radzionków. Co rusz sprawdzana była czujność Pawła Góry, który ze strzałami radził sobie wyśmienicie. Końcówka tej odsłony to większa pewność w poczynaniach ekipy z Jasienicy i wyborna szansa, by przyjezdnych zaskoczyć. W 42. minucie sfaulowany w polu karnym został Maciej Kaczmarczyk. Do "11" podszedł Kuder, ale jego intencje wyczuł golkiper Ruchu.
Czyste konto obaj bramkarze zachowali aż do 65. minuty. Wówczas to lewą flanką przedarł się Daniel Bolacki, by uderzyć nie do obrony "pod ladę". Drzewiarz odpowiedział na kwadrans przed końcem pucharowego starcia. Dośrodkowanie Kaczmarczyka głową spuentował Kuder. - Przejęliśmy inicjatywę, ewidentnie złapaliśmy wiatr w żagle i próbowaliśmy przechylić szalę na naszą stronę. Rywal chyba bardziej wyczekiwał już rzutów karnych... - opowiada szkoleniowiec V-ligowca.
Jasieniczanie istotnie mogli sięgnąć po awans. Bliski powodzenia był David Shutak, którego próbę "wyciągnął" golkiper popularnych "Cidrów". Jednak w 86. minucie defensywa Drzewiarza nie przypilnowała Kacpra Sadlaka, który wykorzystał bezwzględnie kontrę i niedokładne wybicie Oscara Wadasa. Pozostawiło to spory niedosyt w szeregach miejscowych, którym nie dane było zgarnąć ćwierćfinałową przepustkę.