Jakby nie spojrzeć – sensacja!
Lider miał napotkać opór w Radziechowach i... tak też było. To gospodarzom po meczu dopisywały humory.
Na przestrzeni spotkania gospodarze wypracowali sobie więcej sytuacji strzeleckich. Stąd też ich końcowe zwycięstwo – choć stanowiące przynajmniej dużego kalibru niespodziankę – można określić mianem zasłużonego. Na koniec pierwszej połowy Kacper Najzer mógł wykorzystać zbyt krótkie zagranie obrońcy Tempa do Wojciecha Maciejowskiego, ale uderzenie napastnika golkiper zdołał sparować. Sam wstęp po wyjściu drużyn z szatni to próba Tomasza Janika po kornerze z okolic 8. metra i jeszcze bardziej widowiskowa parada bramkarza lidera „okręgówki”. Również w 66. i 69. minucie T. Janik i Maciejowski wystąpili w rolach głównych, przy czym w obu przypadkach cieszył sikę ten drugi, którego kunszt ratował ekipę z Puńcowa przed stratą gola.
Ten jednakże wisiał w powietrzu i... w 75. minucie piłkarze GKS-u swoich kibiców wprawili w euforię. O piłkę przy linii końcowej powalczył Najzer, wygrał tam fizyczny pojedynek z jednym z puńcowskich defensorów, po czym dograł na bliższy słupek, gdzie nadbiegający Bartosz Kus uprzedził obrońcę Tempa i „odczarował” bramkę przyjezdnych.
– Zmieniliśmy ustawienie specjalnie pod zespół z Puńcowa, trochę inaczej grając w środkowej strefie. Wyglądaliśmy bardzo solidnie. Graliśmy odpowiedzialnie i w sposób zdyscyplinowany taktycznie. Zaskoczony jestem, że dopuściliśmy Tempo do stworzenia sobie tak małej ilości sytuacji pod naszą bramką – podkreśla Sebastian Gruszfeld, szkoleniowiec „Fiodorów”, którzy podtrzymali tym samym ciągnącą się jeszcze z jesieni passę spotkań bez porażki.
Podopieczni Kamila Sornata mogli ostatecznie wyszarpać remis. W 95. minucie mieli najlepszą szansę, by trafić do siatki, ale ofiarna interwencja Radosława Tracza na linii bramkowej jakimś cudem zapobiegła podziałowi punktów.