Lider zawitał na teren drużyny notującej od pewnego czasu wyłącznie ligowe porażki i po kwadransie znalazł się w sytuacji wyśmienitej. W 5. minucie goście z Puńcowa egzekwowali rzut rożny, piłka dotarła od Dominika Szczęcha do Alana Pastuszaka, który z pomocą rykoszetu przerzucił golkipera Sokoła. Faworyt konfrontacji szybko postarał się o podwyższenie prowadzenia. W 14. minucie Arkadiusz Szlajss wykorzystał niezdecydowanie Wojciecha Mroka i obrońców, przerzucając bramkarza strzałem głową. – Dobrze weszliśmy w to spotkanie i zdobyliśmy przewagę, natomiast nie wykorzystaliśmy swoich dalszych sytuacji na „odjechanie” przeciwnikowi i całkowite zamknięcie meczu. Tylko i wyłącznie o to możemy mieć do siebie pretensje. Niestety też boisko nie pozwalało na kreatywną grę i z upływem czasu dominowały proste środki – wyjaśnia Kamil Sornat, szkoleniowiec Tempa.

Inna sprawa to postawa miejscowych, którzy nic sobie nie robiąc ze straconych bramek, podjęli wysiłek uczynienia potyczki bardziej „stykową”. – Prowadzenie Tempa nie było następstwem jakiejś wielkiej przewagi, choć widać było dużą jakość w szeregach przeciwnika. My na pewno się postawiliśmy, grając przy tym odważnie – opowiada Przemysław Jurasz, trener słotwinian, którzy w 26. minucie otworzyli swoje konto. Z obrońcą „na plecach” przytomnie zachował się Kamil Urbaniec, którego uderzenie z okolic „16” przepuścił pod pachą Wiktor Rusin. Aż do pauzy gospodarze nie byli wyłącznie tłem dla lidera, a próby Kacpra Dunata lobem czy Wojciecha Wróbla głową mogły przynieść im pożytek.

Tuż po zmianie stron w idealnej sytuacji był Michał Talik, ale przelobował zarówno golkipera Tempa, jak i samą „świątynię”. Na brak pracy narzekać nie mógł Mrok, goście próbowali powrócić do strzelania goli choćby licznymi strzałami z dystansu. W 71. minucie z bocznego sektora mocno wzdłuż pola karnego zagrał Szczęch, a nieco szczęśliwie nogę dostawił przed bramką Maciej Rucki, który zaistniał w meczowym protokole. Jeszcze w 81. minucie piłkarze ze Słotwiny zgoła niespodziewanie zbliżyli się do rywala, gdy po aucie Talika najlepiej zachował się Andrzej Bistyga, ale wynik ostateczny pozostał korzystny dla ekipy z Puńcowa. W 90. minucie zapobiec temu mógł golkiper Sokoła, który po kornerze uderzył głową, a pomylił się w tym nieznacznie.