Janusz Miły: Kibice chcą zwycięstw, a ich zainteresowanie klubem motywuje
Z prezesem Victorii Hażlach Januszem Miłym – przede wszystkim o szwankującej w tym sezonie drużynie reprezentanta „okręgówki” skoczowsko-żywieckiej – rozmawiamy w STREFIE WYWIADU.
SportoweBeskidy.pl: Zawitaliśmy w weekend z naszą kamerą do Hażlacha i prawdę mówiąc – nie zastaliśmy waszej drużyny w jakiejś szczególnej dyspozycji.
Janusz Miły: Z racji innych obowiązków zawodowych nie mogłem być na meczu, dlatego szczegółową ocenę pozostawiam choćby wam – dziennikarzom. Szkoda, że przegraliśmy, ale nie wzięło się to znikąd. Z jednej strony naprawdę znaczące braki kadrowe w naszej drużynie, z drugiej – przeciwnik naprawdę mocny, który pewnie na koniec sezonu „zakręci się” gdzieś w ścisłej czołówce. Po raz kolejny musieliśmy radzić sobie bez Szymona Lizaka, który w pomocy pełni istotną rolę. Zabrakło również Kacpra Brachaczka. Mówimy o zawodnikach, którzy potrafią zmienić scenariusz poszczególnych meczów.
SportoweBeskidy.pl: Będąc szczerym – kompletnie się wam na razie nie wiedzie w nowym sezonie. Chyba ciężko o satysfakcję?
J.M.: Tak bywa, taka jest piłka. Raz jest lepiej, raz gorzej, a powiedzmy sobie jasno, że poprzedni sezon mieliśmy wyjątkowy. Widać teraz, że brak w obronie Jakuba Kałki jest bardzo odczuwalny. Był postacią w tej formacji kluczową i nie jest łatwo w tak krótkim czasie o zastępstwo. Tuż przed ligą wypadł nam także ze składu Heniu Krzywoń, który nie jest w stanie łączyć gry ze studiami. Więcej szans dostają zmiennicy, ale to, że mamy mocną ofensywę nie wystarcza. Ze skutecznością, jak doskonale wiadomo, bywa na tym poziomie ligowym różnie.
SportoweBeskidy.pl: W klubie nie jest z tego względu nerwowo?
J.M.: Nie ma „nerwówki”, bo różne momenty już przerabialiśmy. Umówmy się, że wynik z tamtego sezonu był gigantyczny na nasz klub. Sprzyjało nam mocno szczęście i nawet wąska kadra nie przeszkadzała w równej walce z najmocniejszymi zespołami w „okręgówce”. Teraz wiedza rywali o naszej grze jest większa, swoje lekcje odrobili i trzeba się liczyć, że wygrywać będziemy pewnie rzadziej. Chcemy jednak ustabilizować naszą pozycję w lidze.
SportoweBeskidy.pl: Rozumiem, że tematu zwalniania Damiana Szczęsnego z funkcji trenera przy tych okolicznościach nie rozważacie?
J.M.: Ma od nas zapewnienie, że żadnych nerwowych decyzji nie będziemy podejmować. Rozmawiamy wspólnie z zarządem, zastanawiamy się co zrobić, aby iść do przodu. Zmiana trenera to nie jest rozwiązanie. Poza tym, należę do grona tych nieco bardziej cierpliwych osób w piłce.
SportoweBeskidy.pl: Trener nie ukrywał rozczarowania po kolejnej porażce.
J.M.: I w pełni to rozumiem. Każdy trener, a Damian Szczęsny należy do ludzi ambitnych, chce wygrywać i budować swoje CV. Nie zawsze natomiast wszystko toczy się od razu po myśli. Cierpliwość i wytrwała praca powinny dać efekty. Chcemy grać teraz bardziej ofensywnie, a więc trochę inaczej, jak za poprzedniego trenera Jakuba Mrozika, kiedy wychodziliśmy na boisko w ustawieniu z jednym napastnikiem. Udało się trochę poszerzyć kadrę i we wrześniu sytuacja związana ze składem, o ile tylko będą nas omijały jakieś kontuzje, powinna się ustabilizować.
SportoweBeskidy.pl: Dało się odczuć też podczas naszej obecności na meczu w Hażlachu zniecierpliwienie części kibiców...
J.M.: Kibice chcą zwycięstw swoich drużyn. Widzimy, że martwią się, gdy coś nie idzie, pytają co dalej. A że apetyty zostały po poprzednim sezonie rozbudzone, to zainteresowanie wynikami jest spore, co ma niewątpliwie również dobre strony, bo wszystkich wkoło motywuje. Sami zawodnicy też muszą w grze podejmować inne decyzje, bo finalnie to oni w największym stopniu mają wpływ na to, jak kończymy mecze.
SportoweBeskidy.pl: Byliście blisko V ligi – teraz takiej presji nie ma?
J.M.: Nie ma, natomiast role są jasno sprecyzowane – drużyna ma grać o jak najlepsze rezultaty, a zarząd martwić się innymi rzeczami. Gdyby V liga w Hażlachu była, to pewnie podjęlibyśmy rękawicę, ale jak wiadomo wymaga to przygotowania. Zwłaszcza w kontekście finansowym, aby nie obciążać budżetu klubu, na który składają się w dużej mierze środki samorządowe. Cel nadrzędny na ten moment, to złapanie sportowej stabilizacji, sama gra wymaga poprawy. Przed nami dwumecz z ekipą z Wisły i zarówno dla nas, jak i przeciwnika będą to ważne spotkania.
SportoweBeskidy.pl: A może będziecie zmierzać drogą innych klubów w regionie, choćby Błyskawicy Drogomyśl, która skutecznie konkuruje z większymi ośrodkami piłkarskimi na terenie podokręgu?
J.M.: Kto wie, jak się przyszłość potoczy. Przy „seniorce” nie zapominamy także o innych kwestiach. Mamy w klubie już 9 grup młodzieżowych – od tych najmłodszych aż po juniorów. Ta praca u podstaw jest dla nas istotna, bo bez tego żaden klub nie rozwija się prawidłowo. Myślimy też mocno o kwestiach związanych z infrastrukturą. Zawarliśmy na okres długoterminowy umowę dzierżawy gruntu przy klubie i chcemy wybudować w najbliższym czasie drugie boisko. Pozwoli nam to nieco odciążyć to, na którym rozgrywamy swoje mecze. To temat, z którym w przyszłym roku chcielibyśmy finiszować, aby latem młodzież Victorii nie musiała tułać się po orlikach i trenować często w ekstremalnych warunkach. Poza tym chcemy zamontować system nawodnienia, a wszystko przy sporym udziale społeczników. Zaangażowanie jest widoczne, wiele rzeczy robimy sami i nie ukrywam, że cieszą nas każde takie małe sukcesiki.