Od początku rywalizacji inicjatywa należała do gospodarzy, którzy po porażce w Żywcu chcieli się przełamać. Już w 25. sekundzie po prostym błędzie defensywy MRKS-u i zagraniu Konrada Kudera dogodną sytuację miał Maciej Kaczmarczyk, lecz nie trafił czysto w piłkę. Później groźnie uderzał Kuder z rzutu wolnego, a także Bartłomiej Lorenc, który główkował po dośrodkowaniu z prawej strony. 

 

Czechowiczanie odpowiedzieli kilkoma akcjami. Dwukrotnie w dobrych pozycjach pomylił się Daniel Iwanek (15’ i 19’), natomiast w 31. minucie zza pola karnego próbował Konrad Bukowczan, a chwilę później strzał Szymona Byrtka obronił Paweł Góra.

 

Przewaga gospodarzy nie została jednak udokumentowana bramką, a w 40. minucie to MRKS objął prowadzenie. Po efektownym rajdzie Adrian Pindera zagrał prostopadłą piłkę za linię obrony, a Bukowczan w sytuacji sam na sam trafił do siatki. Drzewiarz mógł odpowiedzieć jeszcze przed przerwą - po rzucie rożnym Kudra minimalnie głową chybił Szymon Królak. W doliczonym czasie blisko drugiego gola byli goście, lecz strzał Iwanka z ostrego kąta wybronił Góra.

 

W drugiej części piłkarze Drzewiarza zaatakowali jeszcze mocniej, spychając przeciwnika do defensywy. MRKS liczył na kontry i w 51. minucie był bliski podwyższenia prowadzenia, ale mocne uderzenie Bukowczana sparował na poprzeczkę bramkarz Drzewiarza. W 60. minucie groźną akcję przeprowadził Sz. Byrtek, jednak jego próba została zablokowana, a dobitkę Bukowczana znów obronił Góra.

 

W końcówce Drzewiarz postawił wszystko na jedną kartę. W 71. minucie po rzucie rożnym Kudera groźnie główkował Tomasz Drewniak, lecz świetną interwencją popisał się Łukasz Byrtek. Z kolei w 83. minucie David Shutak po podaniu Kaczmarczyka uderzył z bliska, ale ponownie górą był bramkarz MRKS-u. Do ostatniego gwizdka gospodarze starali się doprowadzić do wyrównania, lecz czechowiczanie skutecznie bronili jednobramkowej przewagi.

 

- Czujemy niedosyt. Mieliśmy więcej sytuacji, ale byliśmy nieskuteczni. To była nasza pięta achillesowa w tym spotkaniu. Zabrakło pazerności, momentami dołożenia nogi - szkoda - przyznaje trener Drzewiarza.