Od startu mecz w Chybiu miał przebieg interesujący. Duża w tym zasługa szybkiego otwarcia wyniku, czego po 120. sekundach dokonali goście z pomocą obrońcy Cukrownika Michała Czerpaka, pechowo interweniującego po wrzutce Cezarego Ferfeckiego. Niemal natychmiast miejscowi zabrali się do tego, by przewagę rywala zniwelować. Ze skutecznością pod bramką na bakier było do 42. minuty, gdy dwójką szarżę Kamila Pietrzyka z Łukaszem Kotem sfinalizował ten drugi z przywołanych zawodników Cukrownika. Na tym podopieczni Szymona Miłka nie poprzestali i do szatni to oni udali się w lepszych humorach. To w następstwie ponownego trafienia Kota, który w 45. minucie wykończył akcję Filipa Tomany i kluczową asystę Daniela Zielonki, ale także faktu, iż drużyna tracąca gola sugerowała pozycję spaloną.

Obraz gry nie uległ zasadniczej zmianie po przerwie, bowiem ekipa z Chybia w 52. minucie dołożyła kolejną bramkę. Asystentem był tym razem Nikodem Penkala, a główkujący w kierunku dalszego słupka Kot w niespełna kwadrans zgromadził hat-tricka. Rywalizacja nie przebiegła jednak bez komplikacji dla gospodarzy. Już w 55. minucie wynik zrobił się „stykowy”, bo Paweł Leśniewicz wykorzystał rzut karny. Ponownie różnica została zwiększona w 75. minucie. Długie podanie Czerpaka, przy dość biernej postawie gości, „uruchomiło” Zielonkę, który nie dał szans Kacprowi Fiedorowi. Z pozostałych sytuacji Cukrownik korzyści nie uzyskał, za to w 81. minucie Szymon Woźniczka zmniejszył rozmiary przegranej WSS Wisła pięknym uderzeniem z półwoleja po dośrodkowaniu Jakuba Marekwicy.

– Wygraliśmy w mojej ocenie w pełni zasłużenie. A sam mecz? Oceniłbym go jako ciężki, przede wszystkim z uwagi na ciągłe kontrowersje, które prokurowali sędziowie. Nie wiem czy było chociaż 5. minut, które przebiegłoby bez uzasadnionych uwag do ich pracy. Obawiałem się, że po „11” dla przeciwnika, poprzedzonej dwiema sytuacjami, po których to my powinniśmy egzekwować rzut karny, coś się może niedobrego dla nas wydarzyć, ale niezmiennie byliśmy lepsi w grze – tłumaczy szkoleniowiec Cukrownika, który może pochwalić się bilansem 3 zwycięstw i 1 porażki w obecnej kampanii „okręgówki”.

W Wiśle wciąż natomiast punktowy „pusty przebieg”. – Jak nie idzie, to nie idzie. Frekwencja nam się poprawiła i wydawało się, że jesteśmy na dobrej drodze. Drużyna nie zapomniała grać, ale coś się zablokowało. Przed nami rozmowy – oby konstruktywne – analizuje Marcin Michalik, szkoleniowiec Wiślan.