Do gospodarzy – i to w sposób niepodlegający dyskusji – należał fragment meczu do mniej więcej jego 30. minuty. „Fiodory” zdobyły wówczas zasłużone prowadzenie. W 7. minucie z lewej strony boiska uderzył Patryk Pawlus, na co dobrze zareagował Michał Motyka, lecz wobec poprawki Kacpra Najzera z bliskiej odległości nie miał nic do powiedzenia. Kolejne akcje ofensywne GKS-u zwiastowały dalsze zyski strzeleckie. Niezłą okazję zaprzepaścił Igor Handzlik, po kornerze i wybiciu piłki z dystansu nieznacznie nad poprzeczkę uderzył Bartosz Kus, wreszcie w 29. minucie po podaniu Handzlika i próbie Kusa, gości z Żabnicy uratował słupek.

Kto wie, jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby Skałka wykorzystała pomyłkę miejscowych. Zimnej krwi zabrakło Damianowi Tomiczkowi, który zbyt szybko zdecydował się na strzał i nie zdołał wystawić Adriana Rodaka na żadną próbę. Po krótkotrwałym przestoju radziechowianie przebudzili się w najlepszym możliwym momencie. W 43. minucie rajd zagraniem wzdłuż bramki zwieńczył Pawlus, a pechowo „swojaka” zaliczył Daniel Bogdanik, podcinając swojemu zespołowi skrzydła tuż przed nadejściem pauzy.

Piłkarze GKS-u byli najwyraźniej korzystnym wynikiem ukontentowani, bo nie przypominali już drużyny dążącej do zdobywania kolejnych goli. – Byliśmy jacyś nerwowi, za szybko chcieliśmy dostać się pod bramkę przeciwnika – opowiada Sebastian Gruszfeld, szkoleniowiec gospodarzy, którzy jednak w 75. minucie sukces przypieczętowali. Zasługa to zarówno wrzucającego Oskara Biernackiego, jak i niezawodnego Tomasza Janika, który po przyjęciu na klatkę piersiową z 5. metrów pokonał golkipera żabniczan. Goście od czasu do czasu też próbowali coś z przodu wskórać. Najbardziej obiecująco w tym względzie wyglądało zamieszanie, przy którym w ostatniej chwili Roberta Orła zastopował Marcin Gustyński.

– Zrobiliśmy to, co do nas należało, mając mecz raczej pod pełną kontrolą – zauważa trener zwycięzców potyczki ekip z Żywiecczyzny.