W piątek przy Startowej w Bielsku-Białej było widowiskowe starcie, zwroty akcji i sporo goli, a finalnie „ciasny” triumf 4:3 futsalistów Constractu. Stawiało to dzisiejszych gości rewanżu w sytuacji trudnej, ale nie beznadziejnej.

Goście postanowili awizowaną wiarę w zwycięstwo szybko przełożyć na wynik. W odstępie kilkudziesięciu sekund w 6. minucie gry najpierw wyrównali stan goli, uwzględniający także pierwszą z konfrontacji, a następnie sami znaleźli się bliżej prestiżowej zdobyczy. Po rzucie wolnym Mikołaja Zastawnika nogę w odpowiednim momencie dostawił Paweł Budniak, a za moment po przechwycie Kacpra Pawlusa zszokowanych zawodników z Lubawy zaskoczył „solówką” Guilherme Kadu. Rytmu sobie właściwego miejscowi nie zdołali odnaleźć, a nie pomogła im w tym nawet gra w przewadze, gdy czerwoną kartkę obejrzał w 16. minucie Pawlus.

Na przerwę „rekordziści” udali się więc w doskonałych nastrojach, a to przełożyło się na dalszą sumienną realizację obowiązków i założeń taktycznych po zmianie stron. Rzadko Michał Kałuża między słupkami musiał drżeć o to, że zostanie zmuszony do sięgania „za kołnierz”. A w 35. minucie to zawodnicy Rekordu zadali po mistrzowsku decydujący cios. Edgar Varela kapitalnie rozegrał akcję z Miguelem Kenji, który dopełnił formalności z kilku metrów. W końcówce Lubawianie postawili wszystko na jedną kartę, a rolę „lotnego” bramkarza pełnił Kacper Sendlewski. Także to nie było w stanie złamać szczelnego bloku defensywnego biało-zielonych. Trofeum nie dość, że obronili – ponownie ogrywając na finałowym etapie Constract – to jeszcze najlepsi w pucharowych rozgrywkach okazali się już po raz 7.