Kacper Szymala: Debiut Wiktora Żołneczki w Ekstraklasie? Najlepsze i najtrudniejsze dopiero przed nim...
Jeszcze do niedawna bronił bramki Rekordu Bielsko-Biała, dziś ma już za sobą debiut w PKO BP Ekstraklasie w barwach Rakowa Częstochowa. 17-letni Wiktor Żołneczko zrobił kolejny ważny krok w swojej karierze, a jego występ na najwyższym szczeblu rozgrywkowym jest również powodem do dumy dla bielskiego klubu. To dobry moment, aby porozmawiać z Kacprem Szymalą, trenerem bramkarzy Rekordu, o kulisach rozwoju młodego golkipera, filozofii szkolenia oraz miejscu, jakie dziś zajmuje trener bramkarzy we współczesnym futbolu.
SportoweBeskidy.pl: Debiut Wiktora Żołneczki w Ekstraklasie to świetna wizytówka także dla Rekordu. Jak z Twojej perspektywy wyglądały jego początki w Rekordzie i w którym momencie poczułeś, że ten wyższy poziom jest u niego realnie na wyciągnięcie ręki?
Kacper Szymala: Bardzo się cieszę, że dzięki debiutowi Wiktora jest trochę głośniej o Klubie i Akademii. Absolwenci naszej szkoły cyklicznie pojawiają się na szczeblu centralnym i w Ekstraklasie, ale jest to bodajże pierwszy przypadek na pozycji bramkarza, z czego jesteśmy bardzo dumni. Co do Wiktora... Starałem się mu tego nigdy nie mówić, żeby nie „pompować balonika”, ale od pierwszego treningu testowego wiedziałem, że ma ogromny potencjał. Bramkarsko miał duże rezerwy, bo wcześniej nie trenował codziennie, ale obszarem, który go wyróżniał, była jego sprawność fizyczna i podejście do pracy. Mimo świetnych warunków fizycznych był dobrze przygotowany koordynacyjnie i gimnastycznie, miał dużą naturalność i swobodę w ruchach. Mając tak solidny fundament + dokładając jego etykę pracy, która od pierwszych dni była na bardzo wysokim poziomie, większość aspektów technicznych przyswoił w rok i widać było gołym okiem, że z miesiąca na miesiąc idzie do przodu. 3-letni plan rozwoju, który mu nakreśliliśmy, zrealizował w niecałe 2. Po pół roku napisałem do jednego z trenerów, pół żartem, pół serio, że jeśli ten chłopak nie zagra w Ekstraklasie, to ja się nie znam... (uśmiech). Ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że stanie się to tak szybko. Ten etap zrealizował, ale najlepsze i najtrudniejsze dopiero przed nim.
SportoweBeskidy.pl: Za Tobą około 4 lata pracy w klubie. Co z perspektywy tego czasu było kluczowe, by udowodnić lokalnemu środowisku, że w Rekordzie po prostu „da się” wyszkolić bramkarza na poziom centralny?
K.Sz.: Żeby odpowiedzieć na to pytanie, można byłoby napisać książkę (uśmiech). Na pewno obszar merytoryczny musi się „zgadzać”, więc organizacja i jakość pracy trenerów bramkarzy musi być na odpowiednim poziomie. Jest to jednak tylko jeden element układanki i jeśli cały Klub nie współpracuje i nie ma jasno określonych celów, to nawet robiąc wszystko boiskowo idealnie, nie przeskoczy się pewnych rzeczy. Dzięki Prezesowi Szymurze cały Klub funkcjonuje na określonych zasadach i to, że wszyscy graliśmy do jednej bramki, miało większe znaczenie niż jakiekolwiek analizy czy treningi. W przypadku Wiktora duży udział w jego funkcjonowaniu miał dyrektor Krzystolik, który robił wszystko, żeby pogodzić obszar sportowy ze szkolnym, nasz skaut Adrian Buzga, który jako pierwszy dostrzegł Wiktora, trener Darek Rucki, pod którego wodzą zadebiutował w 2. lidze, oraz wszyscy trenerzy Akademii, z którymi współpraca też musiała być na odpowiednim poziomie. Wiktor niejednokrotnie był przesuwany przez nas o 2, 3 kategorie „w górę”, zanim zaczął prezentować wybitny poziom, co nie zawsze było komfortowe. Było to jednak kluczowe z punktu widzenia jego rozwoju i dostrzeganie tego przez trenerów prowadzących miało bardzo ważny wpływ.
SportoweBeskidy.pl: Uważasz, że wcześniej był problem w tej materii? Nie brakowało w Rekordzie uzdolnionych bramkarzy urodzonych przed 2000 rokiem…
K.Sz.: Nie nazwałbym tego „problemem”, może bardziej tym, że czegoś w całej tej układance brakowało, czego nie dało się zmienić z dnia na dzień. Ciężko mi się odnieść, bo nie było mnie wtedy „w środku”, ale naprawdę wiele aspektów musi się zgrać, żeby taki scenariusz zrealizować. Nie jest to tylko praca bramkarska, ale także odpowiedni poziom lig w Akademii, odpowiedni podział decyzyjności względem zawodnika, szkoła, możliwości takie jak minuty w zespołach seniorskich, przejście z zespołów juniorskich do 1. zespołu itd.
SportoweBeskidy.pl: Jak od kuchni wygląda codzienna praca pionu bramkarskiego w klubie? Na co kładziecie największy nacisk na treningach?
K.Sz.: Moją rolą w Akademii jest dostosowanie możliwości, jakie mamy, do jak najlepszego rozwoju naszych bramkarzy oraz zarządzanie nimi w trakcie roku pod kątem treningów, minut w danych rocznikach, rozmów, analiz itp. Drugi obszar to stricte wprowadzanie modelu szkolenia, planowanie i realizacja tych planów na boisku razem z Trenerem Krzyśkiem Żerdką i Trenerem Kacprem Mrózkiem, bez których cały nasz pion nie dałby rady iść do przodu. Jeśli chodzi o aspekt typowo boiskowy, to podchodzimy do niego holistycznie, staramy się nie być ukierunkowani tylko na jeden obszar.
SportoweBeskidy.pl: Co Twoim zdaniem najbardziej wyróżnia Wasz model pracy z golkiperami na tle innych klubów w regionie?
K.Sz.: Uważam, że trochę więcej uwagi poświęcamy na taktykę gry bramkarza. Staramy się oczywiście wyposażyć bramkarzy również w narzędzia techniczne i ruchowe pozwalające na bycie skutecznym, ale dość sporo naszej uwagi kładziemy właśnie na taktykę indywidualną i grupową.
SportoweBeskidy.pl: Jak ważna jest według Ciebie praca z bramkarzami? Czy kluby IV- i V-ligowe powinny mieć w swoich sztabach trenera bramkarzy?
K.Sz.: Absolutnie niezbędna. Jest to pozycja zupełnie inna niż wszystkie, więc nie można zostawiać jej samej sobie, jak również izolować od działań zespołowych. Byłoby świetnie, gdyby kluby na niższym poziomie mogły sobie pozwolić na trenera bramkarzy będącego regularnie przy zespole... W praktyce wiemy, że nie jest to proste. Myślę, że fajnym kierunkiem byłoby rozszerzanie kompetencji trenerów bramkarzy w przypadkach, gdy te sztaby nie są szerokie. Często trenerzy bramkarzy mają dużą wiedzę pod kątem stałych fragmentów gry, obrony niskiej, pola karnego, otwarcia czy współpracy obrońców z bramkarzem przy obronie światła bramki. Myślę, że niejeden trener bramkarzy mógłby pełnić rolę drugiego asystenta w klubie IV- lub V-ligowym, w którym nie ma środków i możliwości na więcej osób niż 3.
SportoweBeskidy.pl: Patrząc w przyszłość, jak widzisz i oceniasz ewolucję gry bramkarzy?
K.Sz.: Przede wszystkim coraz większa integracja działań bramkarza z zespołowymi. Podejście typu „zespół w prawo, bramkarze w lewo” ma coraz mniejsze prawo funkcjonowania w dzisiejszej piłce, zarówno pod kątem treningowym, jak i analiz. Z pierwszym zespołem, jeszcze w 3. lidze, bardzo mocno pracowaliśmy nad współpracą bramkarza z linią obrony podczas uderzeń i sprawdzało nam się to bardzo dobrze, zarówno subiektywnie w ocenie sztabu i zawodników, jak i na liczbach zablokowanych uderzeń. Nie jest to obszar, który możemy trenować z bramkarzami, brzydko mówiąc, „na boku”, ani nic, co zespół może robić bez nich. I takich obszarów jest dużo. Dlatego rolą trenera bramkarzy nie jest już tylko ta część stricte poświęcona golkiperom, ale również dostosowanie ich roli w relacji z zespołem.
SportoweBeskidy.pl: W Rekordzie w kolejce czekają już następne talenty pokroju Wiktora Żołneczki?
K.Sz.: Robimy, co w naszej mocy, żeby cały pion szedł do przodu. Jeśli tak będzie, to realnie zwiększymy sobie szansę na to, żeby w (mam nadzieję niedalekiej) przyszłości mieć kolejnego naszego szkolnego młodzieżowca w 1. zespole.