SportoweBeskidy.pl: Po raz pierwszy w konkursie Pucharu Świata miałeś okazję skakać przed własną publicznością. Jakieś dodatkowe emocje z tym faktem związane?

Kacper Tomasiak:
Występ przed własną publicznością, kiedy widzisz te biało-czerwone barwy, spowodował u mnie trochę większy stres, ale był bardzo przyjemny i uważam, że całkiem nieźle sobie poradziłem i odciąłem się od tego. W pierwszym konkursie trochę brakowało do tego, żebym mógł powiedzieć, że było super, ale poprawiłem się w drugiej serii i czułem, że ze skoku na skok wygląda to lepiej.

SportoweBeskidy.pl: Za to niedziela to już twoja „życiówka” i 5. miejsce, a więc tuż za najlepszymi na świecie.

K.T.:
W końcu udało mi się tak zaznajomić z tą skocznią, żeby oddawać płynne skoki, takie „na maksa”, bo w piątek i sobotę tego brakowało. Ale jak już wszystko udało się poukładać, poszło niejako z automatu, to i wyniki za tym przyszły. Skupiłem się na tym, co mam do zrobienia, a nie na zajmowanym miejscu. Po konkursie byłem z siebie zadowolony.

SportoweBeskidy.pl: Co teraz przed tobą? Czy to osiągnięcie cokolwiek zmienia?

K.T.:
Przyznam, że nie skupiam się za bardzo na tym i dążę do tego, by skakać jak najlepiej. Czuję się coraz mocniej i pewniej w tej światowej grupie skoczków, gdzie chciałbym się utrzymać. Jestem też do tego, co się dzieje dookoła coraz bardziej przyzwyczajony. Zbieram doświadczenie i wierzę, że z każdym występem będzie jeszcze lepiej.

SportoweBeskidy.pl: Szczerze – spodziewałeś się, że w debiucie w elicie będzie wiodło ci się aż tak dobrze?

K.T.:
Już po pierwszych skokach na śniegu widziałem, że jest dobrze i że ta obrana droga jest właściwa. Chciałem zadebiutować w tym sezonie i to już za mną. Plan dalszy pozostaje jasny, a więc praca nad płynnością i luzem w skakaniu. Jest co poprawiać i aby iść do przodu trzeba szukać tych detali.

SportoweBeskidy.pl: Triumfowałeś wcześniej w klasyfikacji generalnej Letniego Pucharu Kontynentalnego. Ale Puchar Świata to jednak inny kaliber rywalizacji...

K.T.:
Na szczęście nie miałem wielkiego problemu, aby się przestawić. Poprzez Puchar Kontynentalny na pewno też mogłem się przygotować. Nie powiem, tu w Wiśle jakieś minimalne „spięcie” było, ale raczej związane z przystosowaniem do obiektu. Publiczność też mnie wspierała i to się czuje.

SportoweBeskidy.pl: Zapewne cieszy cię trwający remont skoczni w Bystrej, z której to bazy korzysta twój macierzysty klub. Jakie wspomnienia masz z tych swoich początków?

K.T.:
Wspomnienia z tymi skoczniami mam bardzo dobre. Sporo tam trenowaliśmy, bardzo się do nich przyzwyczaiłem i uważam, że na pewno przyczyniły się też do mojego sportowego rozwoju podczas tych wszystkich treningów klubowych.

SportoweBeskidy.pl: Takie mniejsze obiekty są potrzebne?

K.T.:
Zdecydowanie. Na większych skoczniach nie da się zaczynać przygody ze skokami. Oby jak najwięcej było takich mniejszych obiektów, bo jest z tym w Polsce trochę problem. Uważam, że w danym regionie taka infrastruktura może zachęcać dzieciaki do uprawiania skoków narciarskich i przyczyniać się do rozwoju dyscypliny.

SportoweBeskidy.pl: Przed kadrą i tobą również konkursy w Klingenthal. Za dużo czasu na taki mentalny reset nie ma...

K.T.:
Pomału te emocje z Wisły opadają i już odczuwam, że jest spokojniej, ale czasu na taką pełną regenerację dużo nie ma. Przed nami właśnie Klingenthal, a później następne wyzwania. Jesteśmy coraz bliżej tego upragnionego podium, więc miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie uda się i to osiągnąć.