W mecz znacznie lepiej weszli goście, ale... nie potrafili swej większej ofensywnej jakości przełożyć na wynik. W 3. minucie Dawid Waliczek po podaniu od Mateusza Kuchni stanął „oko w oko” z Wojciechem Barcikiem, ale sytuacja była chyba zbyt komfortowa, bo to bramkarz wykazał się instynktem. Także kwadrans później napastnik LKS-u powinien pokusić się o gola, by znów uznać wyższość golkipera „Fiodorów”. – Gdyby ktoś powiedział mi, że ten mecz wysoko przegramy, nie uwierzyłbym. Gra przebiegała pod nasze dyktando i nic nawet nie wskazywało na stratę jakiegokolwiek gola – mówi Łukasz Hanzel, grający trener gości z Pogórza, który również na listę strzelców mógł się wpisać, gdy po jego wrzutce z rzutu rożnego piłka trafiła w słupek.

Tymczasem w 30. minucie Patryk Pawlus zainicjował akcję podaniem do Tomasza Janika, z którego „centry” idealnie skorzystał główkując do siatki Kacper Najzer. To nie pokrzyżowało planów przyjezdnych. W 35. minucie był remis, gdy w zamieszaniu przytomność zachował Waliczek. Ten sam zawodnik w 39. minucie wtórnie Barcika zmusił do kapitulacji. Kluczowe podanie przy golu wykonał Hanzel, a po drodze futbolówka zmyliła bramkarza GKS-u odbijając się od Marcina Gustyńskiego.

Kompletnie inny przebieg miała druga połowa, w której egzekucji dokonywali wyłącznie piłkarze z Radziechów, odwracając losy potyczki. W 48. minucie wybiciem wprost pod nogi Najzera fatalny błąd popełnił Sebastian Trojanowski, a napastnik ze spokojem golkipera minął i lewą nogą uderzył do „pustaka”. Już w 51. minucie było 3:2, kiedy wrzutkę Mateusza Janika z kornera spuentował głową Dominik Juraszek. A o sile ofensywnej gospodarzy tego dnia zaświadczyły trafienia z ostatniego kwadransa. W 79. minucie Bartosz Kus wcelował pod poprzeczkę po asyście T. Janika, z kolei w 86. minucie hat-tricka skompletował Najzer, a bramka obciąża konto Trojanowskiego, który wypuścił w sobie tylko wiadomy sposób dośrodkowanie Aleksandra Dyducha. Rozmiary przegranej zespołu z Pogórza byłyby mniejsze, gdyby nie w słupek, a centymetry dokładniej uderzył Piotr Ćwielong.

– Po korektach i zmianach taktycznych w drugiej połowie wyglądało to znacznie lepiej. Było widać, jak wiele znaczy dla naszej drużyny Kacper Najzer, który wrócił do gry i swoje umiejętności dziś potwierdził – ocenia Sebastian Gruszfeld, szkoleniowiec radziechowian.