Katastrofa w delegacji
Ekipa z Przemyśla rozgrywa wyśmienity sezon. O "rekordzistach" powiedzieć tego nie można i to oni przystąpili do rywalizacji z pozycji zespołu liczącego na sprawienie niespodzianki.
Eurobus nie stracił dotąd u siebie żadnego punktu w całym sezonie i nie zamierzał przerabiać tego dziś po raz pierwszy. W 9. minucie Artem Fareniuk otworzył wynik rywalizacji, wieńcząc z najbliższej odległości fragment potężnego naporu gospodarzy. Dystans powiększył się w 14. minucie po indywidualnej akcji i uderzeniu Nazara Szweda pomiędzy nogami Michała Kałuży. Na domiar złego tuż przed pauzą "rekordziści" cios przyjęli następny. Strzelec - Rostysław Semenczenko, finalizujący wznowienie z autu, będąc ustawionym 2. metry przed bramką Rekordu, bez asysty żadnego z zawodników gości...
Nie można powiedzieć, jakoby przyjezdni byli dla rywala tłem, bo i oni kilkukrotnie szarżowali pod przemyską "świątynią". Fakt jednak, że z wykończeniem mieli poszczególni zawodnicy Rekordu spore trudności.
Bielszczanie nie zrezygnowali z walki o remontadę, ale sforsowanie skoncentrowanej defensywy Eurobusu było nie lada wyzwaniem. Szczególnie żal "setki" Grzegorza Haraburdy, którego w pojedynku "oko w oko" powstrzymał golkiper Eurobusu. W 34. minucie, grający z "lotnym bramkarzem" Srdjanem Ivanloviciem, przyjezdni nadziali się na kontrę i doskonałe wykończenie Rubena Santosa. Niemal od własnej bramki Portugalczyk uderzył po przechwycie wolejem kilkanaście sekund później, żaden z zawodników Rekordu drogi piłce nie zastopował. Wyjazdowa klęska była już wtedy nieuniknionym scenariuszem dla biało-zielonych.